#pieczarki?

007 (8) 60 sekund (1) akcja (3) Hidi (4) inne (1) James Bond (9) mamma mia (1) ncis (1) PIC (1) początki (2) pokolenia B (9) powaga i smutek (3) special (3) Takers (1) x-men (1) zmiana tematu (2) zwyczaje Shatle (3)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powaga i smutek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powaga i smutek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2015

Pogrzeb


listopad, godz. 11:00, Waszyngton, siedziba ncis

- A pani jest kim?
- Z obstawy. Tylko mam pilnować, żeby odebrali co swoje i przy okazji nic sobie nie zrobili.
- Rozumiem. Tu zaraz na prawo jest winda.
-Dziękujemy.
W kabinie byliśmy tylko: Sam, Donna, Shatle i ja. Milczenie zakłócały tylko ciche odgłosy windy. Wyszliśmy na główne piętro. Shatle szła raczej z przodu a ja z tyłu. Podeszła do ciemnowłosej kobiety i bruneta, którzy właśnie rozmawiali na temat podejrzanej sprawy.
- W czym mogę pomóc? – zapytała kobieta.
- Rodzina ofiar przyjechała po ciało i rzeczy prywatne…
- A pani jest..? – zapytał siwy mężczyzna siedzący przy biurku szefa.
- Obstawą. Elizabeth Sparrow, miło mi.
- Jethro Gibbs. Pan Dinozzo i McGee zaprowadzą państwa.
- Dziękujemy – odparła pogodnym głosem Shatle.
W windzie się ledwo zmieściliśmy. Agent Tony wypytywał o powód istnienia dwóch osób w obstawie. Shatle z kolei próbowała pogodnie i uprzejmie odpowiedzieć mu na pytania tak, aby się nie domyślił. Na jednym piętrze wyszła Shatle i agent McGee. My pojechaliśmy do autopsji. Tam podpisali odbiór ciała i zapakowano je do trumny. Wjechaliśmy z powrotem na górę. Czekała tam na nas Shatle, McGee i czarnowłosy punk w białym fartuchu – Abby.
- Na raz z rzeczami się nie zmieścicie. Pojedźcie lepiej na dwa razy. Ja tu zostanę z panią Elizabeth, Donną i z McGee.
Jak powiedziała tak zrobiliśmy. Wychodząc Shatle się tak przecisnęła, że udało jej się nie oddać wejściówki. Do czasu pogrzebu panowało milczenie. Kiedy rano się obudziłem nie byłem w stanie jej znaleźć. Stwierdziłem, że przygotowuje się do pogrzebu, jednak na samej uroczystości nie byłem w stanie jej znaleźć. Zaspała czy co? Gdzie się podziała? Jak mogła przegapić tak ważną rzecz jak pogrzeb jej ukochanego? A może przebrała się znowu i ja jej nie poznałem? Tylko za kogo? Przecież było ledwie 10 osób.
M zaprosiła państwo Carmichael na wino do apartamentu. Po drodze Sam opowiadał Donnie jak poznał Pierce’a. Ja w tym czasie próbowałem się dowiedzieć się gdzie jest Shatle.
-Co cię trapi, panie Bond? – zapytała podejrzliwie M.
-Nic. Zastanawiam się tylko gdzie się ona podziała…
-A gdzie miałaby się podziewać pana zdaniem?
-Na pogrzebie.
-Jest pan z nią tak długo a tylu rzeczy pan o niej jeszcze nie wie. Ona nie chodzi na pogrzeby. Nie uznaje ich albo jak sama to nazywa „nie wierzy” w nie. Nie ważne czyj. Nie idzie i koniec. Tak już ma.

<<>>> 
(M)
Kiedy weszliśmy do środka zobaczyłam to światło. Czym prędzej tam pobiegłam. Shatle zmieniała odzienie.
-Shatle - powiedziałam szybko i cicho – już są. Wyłącz to.
-Ale co? – zapytała nie rozumiejąc o czym do niej mówię, lecz kiedy wskazałam palcem wszystko zrozumiała. – zajmij ich czymś. – rzuciła pośpiesznie.
<<>>> 
(James)
Wszedłem do salonu. W tle bardzo cicho leciała telewizja, na stoliczku leżały kieliszki do wina i czerwone wino. Po Shatle ani śladu. Kiedy zacząłem rozlewać trunek, zza drzwi sypialnych wyszła bardzo powolnym tempem Shatle. Miała na sobie długą czarną suknie, czarną tasiemkę przewiązaną przez głowę i krwisto czerwoną różę w ręku. Podeszła bez słowa do blatu i nalała wody do dzbana. Postawiła go przy oknie i włożyła do niego różę. Spojrzała na nią smutnym wzrokiem. Przyszła do nas i przywitała się z wszystkimi.
-Opowiadaj - powiedziała z przejęciem – co u ciebie?
-Dobrze, dziękuję. Coraz więcej klientów na wyspie. Już coraz więcej rzeczy wyremontowanych…
-Sky nam założył stronę internetową i mamy klientów z całego świata. – dodała Donna z przejęciem.
-A u Sophie? Jak tam jej „zwiedzanie świata”?
-Nawet, nawet… wysyła nam pocztówki z różnych miejsc. Umówiłyśmy się, że spotkamy się dzisiaj i wrócimy na wyspę razem. Potem ponoć znowu będzie chciała wyjechać, ale to wiesz… jeszcze może zmienić zdanie – podsumowała Donna śmiejąc się. – A u ciebie mała?
-czekaj… jak to się mówi? A tak… chujowo, ale stabilnie. Bywało gorzej. Z tego co wiem – spojrzała na M – mam jeszcze dwa dni urlopu. Potem wracam do roboty. Więc… na spokojnie.
-Shatle! – wydała odgłos Hidi – telewizor!
Wszyscy pośpiesznie spojrzeli. Hidi pogłośniła. Shatle zatkała usta ręką a mnie i M zatkało.
- Witamy, witamy i o nic nie pytamy. – powiedział mocno zniekształcony męski głos – Domyślam się, że poznajecie? Tak to my. Przez was mylnie nazywani „Wilkami”. - M wyciągnęła telefon i szybko zaczęła dzwonić. – Sami siebie nazywany „doggsami” – Shatle podwinęła nogi i wydała jęk (chyba) przerażenia. – Ci gangsterzy, mordercy i bla, bla, bla…
Przybyliśmy tu dzisiaj z pokojowymi zamiarami. Nie chcemy nikogo zbijać. Nieeee… to już… no tak… znudziło nam się. Przyznajemy się do tego otwarcie. I chcieliśmy w sumie tylko przyjść to ogłosić. Więc ten… no… - M próbowała przekrzyczeć telewizor „Nie Shatle jest przy mnie. Czy naprawdę są w agencji CIA?!” – ogłaszamy swoją upadłość. Żadnych ataków więcej. Możecie spokojnie spać. A! I na koniec! Wybacz nam mała. Nie jesteśmy wieczni.
Komunikat się urwał i w telewizji dalej leciały jakieś głupstwa. Shatle wstała i wybiegła do sypialni. M dalej nerwowo rozmawiała przez telefon, po czym przerwała.
- Pilnuj jej. A państwa niestety muszę wyprosić. Sprawy się…
- Komplikują. Rozumiemy. Proszę tylko ją pozdrowić. Nie będziemy przeszkadzać. -spojrzał na mnie wyrozumiałym wzrokiem. - teraz to tylko PICi pomogą.

%%%%%%%%%%
Yo!
Libster... wow
#przerażenie
to ten
yyyyy... mam coś odpowiedzieć coś
no to ok...


1. Co robisz w wolnym czasie?
Zazwyczaj takiego nie posiadam, ale jeżeli się już zdarzy (co graniczy z cudem) oddaję się moim pasjom / piszę kolejne rozdziały.
2. Jak wymyślasz swoje postacie?
One same się tworzą. To jest takie bzzt, klik, czy coś... nie wiem. Wymyślając historie improwizuję. Jeżeli potrzebuję w tym momencie jakiejś postaci do trzymania kleju to takową wymyślam. Trudniej jest jeżeli pytasz o ważniejsze postacie. Pokroju Shatle lub Mia (być może do niej kiedyś dotrę...). Shatle powstała  ... sama. I nie potrafię tego pokrótce wytłumaczyć. Mia również... 
3. Ulubiona potrawa?
Gołąbki lub spagetti. 

4. Gdybyś była drzewem, to jakim?
Wierzbą płaczącą (nie przez nazwę... ale przez kształt i jak bardzo na samą myśl o niej wprawiam się w moją prawie nie ustającą melancholię).

5. Czego nienawidzisz i dlaczego?
 Natłoku roboty i kiedy ktoś patrzy mi na ręce. Mam tak dużo pasji, że gdybym miała całą dobę dla siebie, że i tak by mi czasu zabrakło. Natłok roboty mi to tym bardziej utrudnia.

6. Ile wynosi pierwiastek z kaczki?
Pomidor? 

7. Dlaczego Ala ma kota?
Bo Sierotka ma Rysia! Co za oczywiste pytania!
8. Czy zamierzasz kiedyś przestać pisać?
 Całkiem niedawno bym się nad tym zastanawiała, ale kiedy wszyscy dookoła ci mówią, że są postępy... nie masz ochoty przestawać <3

9. Gdybyś mogła być niewidzialna przez jeden dzień, co byś zrobiła?
Wypiłabym hektolitry herbaty. Zeżarłabym tony herbatników. Zaszyłabym się w cichym miejscu z dala od ludzi odpoczęła od tego świata.
10. Kibicujesz jakiejś drużynie?
PICi foreva (spojler alert)
11. Ulubiona książka?
"Dziewiąty mag" od Alice Reystone albo coś co czytam od dawna w kółko i w kółko czyli BANG "Sztuka reżyserii filmowej" od yyyy...(podam jak znajdę)

Dziękuję za Libstera Milce i nominuję ... (werble) Świat poza światem !

A pytania brzmią:

1. Czym karmicie wasze OC, żeby dały wam spokój?
2. Ile czasu spędzacie na wymyślanie tych (genialnych) opowiadań?
3. Czym jeszcze zajmujecie się po za pisaniem?
4. Co pijecie do śniadania/kolacji?
5. Poranny ptaszek czy nocny marek?
6. Ulubiony gatunek filmowy?
7. Ulubiona piosenka/coś co często nucicie?
8. Miejsce w które kiedyś chcielibyście się wybrać?
9. Ile waszych prawdziwych zdarzeń  ma swoje odzwierciedlenie w opowiadaniach?
10. Gdyby można było mieć super moce, jaką byście chcieli mieć i dlaczego?
11. Pesymista/realista/psychicznie chory optymista?

Jeszcze raz dziękuję i jeeeeeej
<3
Tyle szczęścia <3
~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

niedziela, 26 lipca 2015

Pokolenia B (S)

Listopad, godzina 5:00, Oxford, apartament Ellen

Obudził mnie SMS. Ściągnąłem z siebie smukłe udo i wstałem. Ubrałem się, poprawiłem fryzurę i zapiąłem swój zegarek. Wychodząc, zostałem namiętnie pocałowany przez Ellen. Wszedłem do auta i czym prędzej ruszyłem na Leftwood. Na dworze było coraz jaśniej. Niebo przykrywała gruba warstwa deszczowych chmur. Nie dzwoniłem na domofon, tylko od razu wbiegłem do środka. Miałem się spotkać z Shatle, aby porozmawiać. Prywatnie. Bez żadnego chowania się i innych podsłuchów. Bez M. Dotknąłem klamki, która zeskanowała moją dłoń i drzwi się otworzyły. Pokój Shatle był zamknięty, a wszystkie pozostałe otwarte. Miałem wrażenie, jakby gościnny się pomniejszył, ale mogło to być spowodowane tym, że nie było mnie tu od dawna. Z tego co pamiętałem to nigdy się nie zamykała. Nawet na noc. Hidi za nic nie chciała mnie wpuścić. Już chciałem się zamachnąć kiedy usłyszałem ruch za drzwiami. Wycofałem się do sypialni, w której zwykle spałem. Shatle weszła do łazienki. Miałem czas się rozejrzeć. Pokój Shatle był faktycznie większy. Zamiast małego pojedynczego łóżka było teraz duże podwójne. Nie przyglądnąłem się dokładniej ponieważ tuż koło mnie leżał stos teczek z napisem „CSI do spalenia” wymieszanych z czarnymi teczkami „CSI bardzo tajne”. Usiadłem i otworzyłem pierwszą teczkę.

AKT ZGONU
Shatle Piria
Wiek: 20 lat
Pochodzenie: Polska
Stan cywilny: panna
Wzrost: 185cm
Przyczyna śmierci: rak płuc

Z każdą kolejną kartką coraz mniej zaczynałem rozumieć.

AKT ZGONU
Pierce Bartender
Wiek: 3 lata
Pochodzenie: Szkocja
Stan cywilny: kawaler
Wzrost: 96m
Przyczyna śmierci: zagłodzenie przez handlarzy dziećmi

W drugiej teczce znalazłem szczegółowy opis na czym polega dokładnie rola 004 oraz 007. Z tego co zdążyłem przeczytać, każdy agent musi zmienić swoje imię, nazwisko oraz wizerunek. W przypadku 004 było to bardzo obojętne, w przeciwieństwie do 007 u którego było konkretnie powiedziane, że ma to być James Bond. Zaraz za tym były kartki ze zmianą danych personalnych. Shatle Piria zmieniła na Shatle Piria a Pierce Bartender na James Bond.
To znaczyło, że nie jestem pierwszy. tłumaczyło, dlaczego Shatle tak a nie inaczej zareagowała kiedy dowiedziała się, że tamtego już nie ma. Dalej były wzajemne oceny pracowników: „niezwykle sprawny” oraz „giętka”. Zdjęcia z misji na których idealnie współpracowali, uzupełniali się… Kochali się. To pewne. Ale czy coś więcej… Zauważyłem jeszcze teczkę bardzo podobną do tej, którą paliła Shatle w siedzibie. „Rana kłuta pleców w okolicach mostka” zaznaczone flamastrem na kartce słowa rzuciły mi się w oczy.
- Teraz już wiesz.- powiedziała poważna, stojąca tuż za mną Shatle.
- Nie do końca jestem pewny co dokładnie. Nie jestem pierwszym 007?
- Szóstym.
- A ty znałaś…?
- Z tobą? Trzech.- w tym momencie usiadła na łóżku.
- W jaki sposób się zmieniali?
- Śmierć to za nich robiła.
- Ile znałaś tego… ostatniego?
- Pierce’a? Za długo. Ile ty zdążyłeś się o nim dowiedzieć?
- Według dokumentów został porwany i tam zmarł. Potem w wieku 20 lat dołączył do CSI. Co przez ten czas robił nie wiem. Pracował jako 007 pod nazwiskiem Bond i chyba się z tobą zaprzyjaźnił.
- Dobrze wiesz, że było znacznie więcej. – to mówiąc pierwszy raz tego dnia się do mnie uśmiechnęła.
- Kochałaś go.
- Więcej…
- Kochałaś się z nim.
- Teczka prywatna M. Tuż za tobą. Biała.
Odwróciłem się i wziąłem ów teczkę do ręki.
- Otwórz.-powiedziała zachęcająco.
W środku zobaczyłem małą, białą, ozdobną kartkę. Widniał na niej finezyjny, złoty napis „Zaproszenie na ślub”. Zatkało mnie. Spojrzałem na datę. Osiem lat temu.
- By-byłaś jego żoną?
- Nie. Nic więcej nie wiesz?
- Tylko tyle.
- Poznałam go w strip klubie. Ja byłam tam zwykłą kelnerką a on prawie zwykłym klientem. Ponieważ już kiedyś pracowałam w CSI zauważyłam, że coś się święci. Obserwował trzech typków z mafii. Zrozumiałam, że jest on po tej „dobrej” stronie. Ostrzegłam go, że przed nimi i kiedy zobaczyłam, że nie odpuszcza dałam mu rady jak ich podejść i nie ucierpieć przy okazji. Tydzień później wychodząc z pracy zobaczyłam go pod drzwiami. Podziękował mi za rady i zaczął się wypytywać o to dokładnie kim jestem. Rozmowa zakończyła się w łóżku. Nie dałam powiedzieć o sobie za dużo póki on nie powiedział mi co nie co o sobie. Przez przypadek dowiedział się za dużo.
- O?
- o tych… no… Wilkach. Mógł wrócić do Londynu, do M i jej wszystko wygadać. A wiesz co zrobił?
- Kochał się z tobą dalej?
- T-teeeż… wrócił do Londynu i słuch po nim zaginął. Idziesz się przejść?- to mówiąc wstała i zaczęła się ubierać.
Lekka mżawka powoli ustawała. Teraz było tylko szaro i ponuro. Szła sobie bardzo powolnym tempem przed siebie. Po chwili nie wytrzymałem i zapytałem:
- Byłaś jego żoną czy nie?
- Nie. Daj mi kontynuować. W ciągu dnia tańczyłam, gotowałam i byłam najzwyklejszą panią domu, w nocy byłam najzwyklejszą kelnerką w strip klubie, kolejnego dnia napadałam na bank. Pewnego razu zasłabłam. Nikt z wilków nie zauważył i najnormalniej w świecie uciekli, myśląc, że ja robię dokładnie to samo. Kiedy znalazła mnie policja, było już za późno. Według naszej zasady po takiej sytuacji kontakt miał się urwać. I tak się również stało. Kiedy obudziłam się skrępowana w siedzibie CIA zrozumiałam, że to koniec z wilkami. Policja zaczęła mnie torturować i przesłuchiwać. Jak już pewnie zdążyłeś zauważyć nie za dużo ze mnie wyciągnęli. Żeby nie powiedzieć, że nic. Wsadzali mnie do więzienia. Tu uwaga, spoiler, z każdego uciekałam. Raz będąc na wolności spacerowałam sobie po górach. Wpadłam do jaskini. Ugrzęzła mi noga w czymś. Napierdalała mnie masakrycznie. Automatycznie schyliłam się i złapałam się za kostkę. W tym momencie zaczęły mnie dłonie i kolano napierdalać. Nie, nie… może złego słowa użyłam… nakurwiać… o tak… tego szukałam. Padłam z bólu. Tyle pamiętam gór. Sekundę po tym kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w CIA. Pod prysznicem. Przeszłam masę długich, nudnych i męczących badań. Wpadłam. Mieli na mnie broń. Okazało się, że nie było mnie cały, okrągły rok. CIA miało na mnie broń, którą była zwykła przeźroczysta maź, emulsja. Jak się później okazało działa tylko na mnie. Zabrali tony tego ścierwa z góry i zapakowali mnie do słoika takiego jak zdążyłeś już wcześniej zauważyć. Potem jakiś dureń stwierdził, że jak mnie uwolni to będę jego złotą rybką i spełnię jego życzenia. Pierdoła nie miała pojęcia, że mnie to nakurwia więc jak pomyślał, tak zrobił. W nagrodę go zabiłam. I uciekłam. Miałam zamiar unikać gór i cieszyć się wolnością. Ułożyć sobie życie… cokolwiek. Niestety. Miałam pecha. Tego samego dnia co mnie uwolnił, zaginęła Tajna agentka 004. Moja następczyni. Diana Stone. Oczywiście debile stwierdzili, że to ja ją porwałam. – po tych słowach usiadła na całkowicie mokrej ławce. I ja się dosiadłem.- W hinduskich wierzeniach, po śmierci, jest tak, że na ile jesteś bogaty na tyle długo palą twoje ciało. Potem wrzucają je do rzeki z masą rożnych wieńców. Płynęłam sobie spokojnie łódeczką i na rzece zauważyłam lekko przyrumienione ciało Diany. Porobiłam w cholerę zdjęć i upewniłam się, że nikt nigdy więcej jej nie zobaczy. Wróciłam do Domu i zaczęło się robienie peruk, masek, historii... Chciałam wrócić. Móc normalnie jeść, pić, żyć. Dowiedziałam się, czym dokładnie się zajmowała, co lubiła... wszystko. Pojechałam do Londynu i nagle agentka 004 powróciła z bardzo realistycznej podróży. Takie przynajmniej starałam się na nich zrobić wrażenie (i się udało). James kiedy ją zobaczył, musiał koniecznie ją przywitać jego powitalnym obrzędem. Kiedy zaczęliśmy się rozbierać ściągnęłam maskę. Poznał mnie. Tym razem mi nie uciekł. Jeździłam z nim na każdą misję. Było wspaniale... do czasu...
Zawiał mocniejszy wiatr. Drzewa zaczęły się uginać, to w jedną to w drugą stronę. Shatle wstała i rozejrzała się dookoła siebie. Wzięła głęboki oddech. Usiadła po turecku tuż koło kałuży.
- Co się potem stało?
- Miłość rozkwitnęła. Oświadczył mi się. Zaplanowaliśmy ślub. Rozesłaliśmy zaproszenia...
- A co w tym złego?
- Zaproszenie również wysłaliśmy do EmMy, która już od jakiegoś czasu zaczęła coś podejrzewać. Dzień przed ślubem musieliśmy go odwołać z powodu niejakiej misji. On by się tak zachował, Diana i ja. Nie było w tym żadnego udawania... z naszej strony. Przed wyjazdem na misję, jak co rano zaczęliśmy się ubierać. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie antyterroryści wbiegający przez okna, drzwi i ściany. Punkt dla nich - byłam bez peruki i maski. Aby nie wkopać i jego, zaczęłam krzyczeć jak to bardzo go nienawidzę i co ja mu nie zrobię jak go zobaczę znowu. Potem był słoik. Kto znowu mnie wyciągnął? A... Jakiś nawiedzony dyrektor CIA. Stwierdził, że całkiem sprawdziłam się jako tajny agent. Jak chcę to potrafię. Napisaliśmy wspólnie umowę. Przeszłam masę długaśnych, bolesnych i nudnych operacji. Potem 6 lat za biurkiem. Pół roku misji z obstawą i moja pierwsza 100% samodzielna misja - bal. Tam Ciebie poznałam. Przedstawiłeś się. To znaczyło, że Pierce odszedł. Pytanie brzmi czy z tego świata, czy odszedł bo tak. Szukałam wszędzie. Wybierałam miejsce na mapie i starając się myśleć jak on i starałam się odgadnąć gdzie jest. Hidi mi w tym pomagała, ale bez skutków. EmMa powiedziała mi tylko gdzie się zatrzymał po odejściu, chociaż znając go to mieliśmy pewność, że nigdy więcej się tam nie pojawi. Miesiąc temu EmMa poinformowała mnie o jego śmierci. Trzy dni temu byłam poinformowana, że to było zabójstwo.
- Kto?
- Konkretnie ja... byłam podejrzana.
- To po to było to spotkanie i ukrywanie się.
- Yeap.
- Wiadomo już kto to, tak naprawdę?
- Taaak...
- Czyli?
Zadzwonił telefon. Shatle wstała i błyskawicznie odebrała telefon. Mówiła bardzo poważnym i smutnym tonem. Po chwili rozłączyła się i zaczęła iść w kierunku domu. Dogoniłem ją i powtórzyłem pytanie.
- Czyli?
- Debile z CIA napisali, że zginęłam. Byłam w słoiku i NIKT nie miał zamiaru mnie wypuszczać. Położył się na telegrafie z ów informacją i popełnił samobójstwo. Jutro lecimy do Waszyngtonu odebrać ciało a za 2 dni pogrzeb.
Godzinę później zadzwoniła Agentka M.
- Tu 007...
- Pilnuj jej jak oka w głowie. Słyszałeś historię o Romeo i Julii. Pilnuj jej bardziej niż zwykle. Ona na pewno będzie chciała się zabić. Znam ją. Nie dopuść do tego.

 %%%%%%%%%%
Yo!
Dziesiąty post na rok trwania bloga!!! <3
Z tej okazji chciałam Wam wszystkim podziękować za miłe komentarze i tak chętne czytanie...i wgl. 
KOCHAM WAS <3

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

wtorek, 23 czerwca 2015

Szlaban (S)

październik, godzina 12:00, Londyn, główna siedziba CSI

Pracowaliśmy ze sobą już prawie rok. Tajemnicza, uparta i pijana Shatle towarzyszyła mi przy każdej mojej misji. Wciąż nie dawała się dotknąć ani zajrzeć w jej przeszłość. Nici z misji o wilkach. Z kolei misja (dożywotnia) polegająca na pilnowaniu jej oraz jej zdrowia szła mi nawet, nawet... pomijając to, że była UPARTA.
     Miała to być kolejna misja. Kolejna zwykła misja. Siedzieliśmy w konferencyjnej i omawialiśmy kolejne szczegóły. Shatle jak zwykle doradzała i wyrażała głośno swoją opinię. Wszystko było jak zwykle. Kiedy nadszedł moment rozdzielania obowiązków, M nie wymieniła Shatle. Kiedy zakończyła nastała cisza.
- A Shatle? - zapytał zdziwiony Q.
- Ma szklaban. - odpowiedziała z powagą M.
- Mam co?! - krzyknęła totalnie zdziwiona Shatle.
- Szlaban. Nie słyszysz? W czasie szlabanu powinnaś pójść do laryngologa. Co do reszty już dziękuję i życzę powodzenia. Shatle zostań na chwilę.
Sala opustoszała. Zostałem tylko ja, M i Shatle.
- Czy mógłbyś wyjść? - zapytała poirytowana M, że za pierwszym razem nie zrozumiałem. - specjalne zaproszenie?
Coś było na rzeczy, więc wyszedłem, uruchomiłem podsłuch w uchu oraz schowałem się za szybą aby wszystko widzieć.
- Spoważniej. Ostrzegam: nie będziesz szczęśliwa. - po tych słowach Hidi odłączyła wszystkie podsłuchy z sali. W tym mój. M z poważną miną dalej prowadziła monolog. Shatle powoli usiadła i wlepiła wzrok w podłogę. Jej nieustanne szczęście się ulotniło. M dała jej jakąś teczkę pełną dokumentów i zdjęć. Niestety, z mojej perspektywy nie byłem w stanie zobaczyć co na nich było. Shatle położyła je na podłodze i bez wahania podpaliła. Wstała i podały sobie rękę. Shatle pośpiesznym krokiem ruszyła w kierunku drzwi. Próbowałem ją dogonić w drodze do auta, ale ani mi się to nie udało ani ona tego nie chciała. Stałem i patrzyłem na pośpiesznie odjeżdżające auto.
- Daj jej spokój na 3 tygodnie. Nie szukaj jej. To rozkaz. Zajmij się aktualną misją. - powiedziała M, która nagle pojawiła się tuż za mną. - gdyby ktoś o nią pytał mów, że usłyszała za dużo i teraz się ukrywa.
Miesiąc później dostałem zaszyfrowaną wiadomość o treści: " Little Bird 3a. Nic nie mów nic nie pytaj. Towar zawieź do Throne". Natychmiast przypomniał mi się widok odjeżdżającego samochodu. Little Bird była małą wioską składającą się z jednej ulicy i 20 domów. Każdy posiadał własny ogród, stajnię oraz kurnik. Wjeżdżało się tam przez las, który ciągnął się i ciągnął. Brak zasięgu i spora ilość pól. Zwykła szara wieś. Podjechałem pod umówiony adres. Wjechałem piaszczystym podjazdem na małe podwórko. Wszędzie rosły wijące się rośliny. Bluszcz, róże oraz lilie drzewne oplatały cały dom. Posiadłość była dosyć stara. Piękna studnia (również opleciona bluszczem) stała na środku podwórka. Wyszedłem z auta i poczułem piękny zapach. U drzwi usłyszałem dźwięk dzwonków, które powiewały na wietrze. Dom był zamknięty. Podobnie było z resztą budynków w posiadłości. W ogrodzie i na podwórku nie znalazłem niczego co mogło być ową tajemniczą przesyłką. Wróciłem do auta jeszcze raz zobaczyć treść polecenia. Usiadłem za kierownicą i  tylnim lusterku zobaczyłem milczącą i zapatrzoną w okno, Shatle. Zamknąłem drzwi i pojechałem do Throne. W drodze zmieniła peruki i wciąż nic nie mówiła.
     W apartamencie spotkałem M z małą, czarną skrzynką. Wskazała dłonią kuchnię, sugerując mi abym nie podsłuchiwał. Usiadłem… i czekałem. W całym budynku panowała cisza. Hidi zadbała aby nikt nic nie słyszał, nie widział ani tym bardziej nie wszedł. Czekałem. Po godzinie zdążyłem polubić świergot ptaków na dworze. Wciąż czekałem. Wypiłem kawę i przeszedłem się po apartamencie. Wciąż czekałem. Pogrzebałem w jej starych papierach i książkach. Wciąż czekałem. Usłyszałem bardzo cichy szmer i zakradłem się do jego źródła. Nic nie widziałem, ale wszystko słyszałem. Dźwięk klawiszy w telefonie.
- Przyjadę sama. – powiedziała półszeptem M - Przekaż, że jest niewinna. Będę jej bronić. Co? Ciężko wytłumaczyć, ale coś wymyślę. Na 30000% to nie ona. Muszę kończyć.- Dźwięk rozłączenia połączenia. - Bond? Gdzie jesteś?
Szybko wszedłem do toalety i włączyłem spłuczkę. Wyszedłem i odprowadziłem M do taksówki. Patrzyłem przed siebie. W moich uszach wciąż brzmiały słowa „nie widziałeś jej”. Próbowałem wrócić do apartamentu, ale Shatle mnie nie wpuściła. Stanęła tylko koło okna i spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. Tyle jej widziałem przez najbliższe 3 dni.

%%%%%%%%%%
Yo!
Dzisiaj najkrótsze z najkrótszych... ale jakże ważne... Jakieś przypuszczenia? Co się mogło stać? Piszcie :)

 Miło widzieć aktora bardzo przez was lubianego na teledysku muzycznym.

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów