#pieczarki?

007 (8) 60 sekund (1) akcja (3) Hidi (4) inne (1) James Bond (9) mamma mia (1) ncis (1) PIC (1) początki (2) pokolenia B (9) powaga i smutek (3) special (3) Takers (1) x-men (1) zmiana tematu (2) zwyczaje Shatle (3)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą special. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą special. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

Pokolenia B (S)

Listopad, godzina 5:00, Oxford, apartament Ellen

Obudził mnie SMS. Ściągnąłem z siebie smukłe udo i wstałem. Ubrałem się, poprawiłem fryzurę i zapiąłem swój zegarek. Wychodząc, zostałem namiętnie pocałowany przez Ellen. Wszedłem do auta i czym prędzej ruszyłem na Leftwood. Na dworze było coraz jaśniej. Niebo przykrywała gruba warstwa deszczowych chmur. Nie dzwoniłem na domofon, tylko od razu wbiegłem do środka. Miałem się spotkać z Shatle, aby porozmawiać. Prywatnie. Bez żadnego chowania się i innych podsłuchów. Bez M. Dotknąłem klamki, która zeskanowała moją dłoń i drzwi się otworzyły. Pokój Shatle był zamknięty, a wszystkie pozostałe otwarte. Miałem wrażenie, jakby gościnny się pomniejszył, ale mogło to być spowodowane tym, że nie było mnie tu od dawna. Z tego co pamiętałem to nigdy się nie zamykała. Nawet na noc. Hidi za nic nie chciała mnie wpuścić. Już chciałem się zamachnąć kiedy usłyszałem ruch za drzwiami. Wycofałem się do sypialni, w której zwykle spałem. Shatle weszła do łazienki. Miałem czas się rozejrzeć. Pokój Shatle był faktycznie większy. Zamiast małego pojedynczego łóżka było teraz duże podwójne. Nie przyglądnąłem się dokładniej ponieważ tuż koło mnie leżał stos teczek z napisem „CSI do spalenia” wymieszanych z czarnymi teczkami „CSI bardzo tajne”. Usiadłem i otworzyłem pierwszą teczkę.

AKT ZGONU
Shatle Piria
Wiek: 20 lat
Pochodzenie: Polska
Stan cywilny: panna
Wzrost: 185cm
Przyczyna śmierci: rak płuc

Z każdą kolejną kartką coraz mniej zaczynałem rozumieć.

AKT ZGONU
Pierce Bartender
Wiek: 3 lata
Pochodzenie: Szkocja
Stan cywilny: kawaler
Wzrost: 96m
Przyczyna śmierci: zagłodzenie przez handlarzy dziećmi

W drugiej teczce znalazłem szczegółowy opis na czym polega dokładnie rola 004 oraz 007. Z tego co zdążyłem przeczytać, każdy agent musi zmienić swoje imię, nazwisko oraz wizerunek. W przypadku 004 było to bardzo obojętne, w przeciwieństwie do 007 u którego było konkretnie powiedziane, że ma to być James Bond. Zaraz za tym były kartki ze zmianą danych personalnych. Shatle Piria zmieniła na Shatle Piria a Pierce Bartender na James Bond.
To znaczyło, że nie jestem pierwszy. tłumaczyło, dlaczego Shatle tak a nie inaczej zareagowała kiedy dowiedziała się, że tamtego już nie ma. Dalej były wzajemne oceny pracowników: „niezwykle sprawny” oraz „giętka”. Zdjęcia z misji na których idealnie współpracowali, uzupełniali się… Kochali się. To pewne. Ale czy coś więcej… Zauważyłem jeszcze teczkę bardzo podobną do tej, którą paliła Shatle w siedzibie. „Rana kłuta pleców w okolicach mostka” zaznaczone flamastrem na kartce słowa rzuciły mi się w oczy.
- Teraz już wiesz.- powiedziała poważna, stojąca tuż za mną Shatle.
- Nie do końca jestem pewny co dokładnie. Nie jestem pierwszym 007?
- Szóstym.
- A ty znałaś…?
- Z tobą? Trzech.- w tym momencie usiadła na łóżku.
- W jaki sposób się zmieniali?
- Śmierć to za nich robiła.
- Ile znałaś tego… ostatniego?
- Pierce’a? Za długo. Ile ty zdążyłeś się o nim dowiedzieć?
- Według dokumentów został porwany i tam zmarł. Potem w wieku 20 lat dołączył do CSI. Co przez ten czas robił nie wiem. Pracował jako 007 pod nazwiskiem Bond i chyba się z tobą zaprzyjaźnił.
- Dobrze wiesz, że było znacznie więcej. – to mówiąc pierwszy raz tego dnia się do mnie uśmiechnęła.
- Kochałaś go.
- Więcej…
- Kochałaś się z nim.
- Teczka prywatna M. Tuż za tobą. Biała.
Odwróciłem się i wziąłem ów teczkę do ręki.
- Otwórz.-powiedziała zachęcająco.
W środku zobaczyłem małą, białą, ozdobną kartkę. Widniał na niej finezyjny, złoty napis „Zaproszenie na ślub”. Zatkało mnie. Spojrzałem na datę. Osiem lat temu.
- By-byłaś jego żoną?
- Nie. Nic więcej nie wiesz?
- Tylko tyle.
- Poznałam go w strip klubie. Ja byłam tam zwykłą kelnerką a on prawie zwykłym klientem. Ponieważ już kiedyś pracowałam w CSI zauważyłam, że coś się święci. Obserwował trzech typków z mafii. Zrozumiałam, że jest on po tej „dobrej” stronie. Ostrzegłam go, że przed nimi i kiedy zobaczyłam, że nie odpuszcza dałam mu rady jak ich podejść i nie ucierpieć przy okazji. Tydzień później wychodząc z pracy zobaczyłam go pod drzwiami. Podziękował mi za rady i zaczął się wypytywać o to dokładnie kim jestem. Rozmowa zakończyła się w łóżku. Nie dałam powiedzieć o sobie za dużo póki on nie powiedział mi co nie co o sobie. Przez przypadek dowiedział się za dużo.
- O?
- o tych… no… Wilkach. Mógł wrócić do Londynu, do M i jej wszystko wygadać. A wiesz co zrobił?
- Kochał się z tobą dalej?
- T-teeeż… wrócił do Londynu i słuch po nim zaginął. Idziesz się przejść?- to mówiąc wstała i zaczęła się ubierać.
Lekka mżawka powoli ustawała. Teraz było tylko szaro i ponuro. Szła sobie bardzo powolnym tempem przed siebie. Po chwili nie wytrzymałem i zapytałem:
- Byłaś jego żoną czy nie?
- Nie. Daj mi kontynuować. W ciągu dnia tańczyłam, gotowałam i byłam najzwyklejszą panią domu, w nocy byłam najzwyklejszą kelnerką w strip klubie, kolejnego dnia napadałam na bank. Pewnego razu zasłabłam. Nikt z wilków nie zauważył i najnormalniej w świecie uciekli, myśląc, że ja robię dokładnie to samo. Kiedy znalazła mnie policja, było już za późno. Według naszej zasady po takiej sytuacji kontakt miał się urwać. I tak się również stało. Kiedy obudziłam się skrępowana w siedzibie CIA zrozumiałam, że to koniec z wilkami. Policja zaczęła mnie torturować i przesłuchiwać. Jak już pewnie zdążyłeś zauważyć nie za dużo ze mnie wyciągnęli. Żeby nie powiedzieć, że nic. Wsadzali mnie do więzienia. Tu uwaga, spoiler, z każdego uciekałam. Raz będąc na wolności spacerowałam sobie po górach. Wpadłam do jaskini. Ugrzęzła mi noga w czymś. Napierdalała mnie masakrycznie. Automatycznie schyliłam się i złapałam się za kostkę. W tym momencie zaczęły mnie dłonie i kolano napierdalać. Nie, nie… może złego słowa użyłam… nakurwiać… o tak… tego szukałam. Padłam z bólu. Tyle pamiętam gór. Sekundę po tym kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w CIA. Pod prysznicem. Przeszłam masę długich, nudnych i męczących badań. Wpadłam. Mieli na mnie broń. Okazało się, że nie było mnie cały, okrągły rok. CIA miało na mnie broń, którą była zwykła przeźroczysta maź, emulsja. Jak się później okazało działa tylko na mnie. Zabrali tony tego ścierwa z góry i zapakowali mnie do słoika takiego jak zdążyłeś już wcześniej zauważyć. Potem jakiś dureń stwierdził, że jak mnie uwolni to będę jego złotą rybką i spełnię jego życzenia. Pierdoła nie miała pojęcia, że mnie to nakurwia więc jak pomyślał, tak zrobił. W nagrodę go zabiłam. I uciekłam. Miałam zamiar unikać gór i cieszyć się wolnością. Ułożyć sobie życie… cokolwiek. Niestety. Miałam pecha. Tego samego dnia co mnie uwolnił, zaginęła Tajna agentka 004. Moja następczyni. Diana Stone. Oczywiście debile stwierdzili, że to ja ją porwałam. – po tych słowach usiadła na całkowicie mokrej ławce. I ja się dosiadłem.- W hinduskich wierzeniach, po śmierci, jest tak, że na ile jesteś bogaty na tyle długo palą twoje ciało. Potem wrzucają je do rzeki z masą rożnych wieńców. Płynęłam sobie spokojnie łódeczką i na rzece zauważyłam lekko przyrumienione ciało Diany. Porobiłam w cholerę zdjęć i upewniłam się, że nikt nigdy więcej jej nie zobaczy. Wróciłam do Domu i zaczęło się robienie peruk, masek, historii... Chciałam wrócić. Móc normalnie jeść, pić, żyć. Dowiedziałam się, czym dokładnie się zajmowała, co lubiła... wszystko. Pojechałam do Londynu i nagle agentka 004 powróciła z bardzo realistycznej podróży. Takie przynajmniej starałam się na nich zrobić wrażenie (i się udało). James kiedy ją zobaczył, musiał koniecznie ją przywitać jego powitalnym obrzędem. Kiedy zaczęliśmy się rozbierać ściągnęłam maskę. Poznał mnie. Tym razem mi nie uciekł. Jeździłam z nim na każdą misję. Było wspaniale... do czasu...
Zawiał mocniejszy wiatr. Drzewa zaczęły się uginać, to w jedną to w drugą stronę. Shatle wstała i rozejrzała się dookoła siebie. Wzięła głęboki oddech. Usiadła po turecku tuż koło kałuży.
- Co się potem stało?
- Miłość rozkwitnęła. Oświadczył mi się. Zaplanowaliśmy ślub. Rozesłaliśmy zaproszenia...
- A co w tym złego?
- Zaproszenie również wysłaliśmy do EmMy, która już od jakiegoś czasu zaczęła coś podejrzewać. Dzień przed ślubem musieliśmy go odwołać z powodu niejakiej misji. On by się tak zachował, Diana i ja. Nie było w tym żadnego udawania... z naszej strony. Przed wyjazdem na misję, jak co rano zaczęliśmy się ubierać. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie antyterroryści wbiegający przez okna, drzwi i ściany. Punkt dla nich - byłam bez peruki i maski. Aby nie wkopać i jego, zaczęłam krzyczeć jak to bardzo go nienawidzę i co ja mu nie zrobię jak go zobaczę znowu. Potem był słoik. Kto znowu mnie wyciągnął? A... Jakiś nawiedzony dyrektor CIA. Stwierdził, że całkiem sprawdziłam się jako tajny agent. Jak chcę to potrafię. Napisaliśmy wspólnie umowę. Przeszłam masę długaśnych, bolesnych i nudnych operacji. Potem 6 lat za biurkiem. Pół roku misji z obstawą i moja pierwsza 100% samodzielna misja - bal. Tam Ciebie poznałam. Przedstawiłeś się. To znaczyło, że Pierce odszedł. Pytanie brzmi czy z tego świata, czy odszedł bo tak. Szukałam wszędzie. Wybierałam miejsce na mapie i starając się myśleć jak on i starałam się odgadnąć gdzie jest. Hidi mi w tym pomagała, ale bez skutków. EmMa powiedziała mi tylko gdzie się zatrzymał po odejściu, chociaż znając go to mieliśmy pewność, że nigdy więcej się tam nie pojawi. Miesiąc temu EmMa poinformowała mnie o jego śmierci. Trzy dni temu byłam poinformowana, że to było zabójstwo.
- Kto?
- Konkretnie ja... byłam podejrzana.
- To po to było to spotkanie i ukrywanie się.
- Yeap.
- Wiadomo już kto to, tak naprawdę?
- Taaak...
- Czyli?
Zadzwonił telefon. Shatle wstała i błyskawicznie odebrała telefon. Mówiła bardzo poważnym i smutnym tonem. Po chwili rozłączyła się i zaczęła iść w kierunku domu. Dogoniłem ją i powtórzyłem pytanie.
- Czyli?
- Debile z CIA napisali, że zginęłam. Byłam w słoiku i NIKT nie miał zamiaru mnie wypuszczać. Położył się na telegrafie z ów informacją i popełnił samobójstwo. Jutro lecimy do Waszyngtonu odebrać ciało a za 2 dni pogrzeb.
Godzinę później zadzwoniła Agentka M.
- Tu 007...
- Pilnuj jej jak oka w głowie. Słyszałeś historię o Romeo i Julii. Pilnuj jej bardziej niż zwykle. Ona na pewno będzie chciała się zabić. Znam ją. Nie dopuść do tego.

 %%%%%%%%%%
Yo!
Dziesiąty post na rok trwania bloga!!! <3
Z tej okazji chciałam Wam wszystkim podziękować za miłe komentarze i tak chętne czytanie...i wgl. 
KOCHAM WAS <3

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

wtorek, 23 czerwca 2015

Szlaban (S)

październik, godzina 12:00, Londyn, główna siedziba CSI

Pracowaliśmy ze sobą już prawie rok. Tajemnicza, uparta i pijana Shatle towarzyszyła mi przy każdej mojej misji. Wciąż nie dawała się dotknąć ani zajrzeć w jej przeszłość. Nici z misji o wilkach. Z kolei misja (dożywotnia) polegająca na pilnowaniu jej oraz jej zdrowia szła mi nawet, nawet... pomijając to, że była UPARTA.
     Miała to być kolejna misja. Kolejna zwykła misja. Siedzieliśmy w konferencyjnej i omawialiśmy kolejne szczegóły. Shatle jak zwykle doradzała i wyrażała głośno swoją opinię. Wszystko było jak zwykle. Kiedy nadszedł moment rozdzielania obowiązków, M nie wymieniła Shatle. Kiedy zakończyła nastała cisza.
- A Shatle? - zapytał zdziwiony Q.
- Ma szklaban. - odpowiedziała z powagą M.
- Mam co?! - krzyknęła totalnie zdziwiona Shatle.
- Szlaban. Nie słyszysz? W czasie szlabanu powinnaś pójść do laryngologa. Co do reszty już dziękuję i życzę powodzenia. Shatle zostań na chwilę.
Sala opustoszała. Zostałem tylko ja, M i Shatle.
- Czy mógłbyś wyjść? - zapytała poirytowana M, że za pierwszym razem nie zrozumiałem. - specjalne zaproszenie?
Coś było na rzeczy, więc wyszedłem, uruchomiłem podsłuch w uchu oraz schowałem się za szybą aby wszystko widzieć.
- Spoważniej. Ostrzegam: nie będziesz szczęśliwa. - po tych słowach Hidi odłączyła wszystkie podsłuchy z sali. W tym mój. M z poważną miną dalej prowadziła monolog. Shatle powoli usiadła i wlepiła wzrok w podłogę. Jej nieustanne szczęście się ulotniło. M dała jej jakąś teczkę pełną dokumentów i zdjęć. Niestety, z mojej perspektywy nie byłem w stanie zobaczyć co na nich było. Shatle położyła je na podłodze i bez wahania podpaliła. Wstała i podały sobie rękę. Shatle pośpiesznym krokiem ruszyła w kierunku drzwi. Próbowałem ją dogonić w drodze do auta, ale ani mi się to nie udało ani ona tego nie chciała. Stałem i patrzyłem na pośpiesznie odjeżdżające auto.
- Daj jej spokój na 3 tygodnie. Nie szukaj jej. To rozkaz. Zajmij się aktualną misją. - powiedziała M, która nagle pojawiła się tuż za mną. - gdyby ktoś o nią pytał mów, że usłyszała za dużo i teraz się ukrywa.
Miesiąc później dostałem zaszyfrowaną wiadomość o treści: " Little Bird 3a. Nic nie mów nic nie pytaj. Towar zawieź do Throne". Natychmiast przypomniał mi się widok odjeżdżającego samochodu. Little Bird była małą wioską składającą się z jednej ulicy i 20 domów. Każdy posiadał własny ogród, stajnię oraz kurnik. Wjeżdżało się tam przez las, który ciągnął się i ciągnął. Brak zasięgu i spora ilość pól. Zwykła szara wieś. Podjechałem pod umówiony adres. Wjechałem piaszczystym podjazdem na małe podwórko. Wszędzie rosły wijące się rośliny. Bluszcz, róże oraz lilie drzewne oplatały cały dom. Posiadłość była dosyć stara. Piękna studnia (również opleciona bluszczem) stała na środku podwórka. Wyszedłem z auta i poczułem piękny zapach. U drzwi usłyszałem dźwięk dzwonków, które powiewały na wietrze. Dom był zamknięty. Podobnie było z resztą budynków w posiadłości. W ogrodzie i na podwórku nie znalazłem niczego co mogło być ową tajemniczą przesyłką. Wróciłem do auta jeszcze raz zobaczyć treść polecenia. Usiadłem za kierownicą i  tylnim lusterku zobaczyłem milczącą i zapatrzoną w okno, Shatle. Zamknąłem drzwi i pojechałem do Throne. W drodze zmieniła peruki i wciąż nic nie mówiła.
     W apartamencie spotkałem M z małą, czarną skrzynką. Wskazała dłonią kuchnię, sugerując mi abym nie podsłuchiwał. Usiadłem… i czekałem. W całym budynku panowała cisza. Hidi zadbała aby nikt nic nie słyszał, nie widział ani tym bardziej nie wszedł. Czekałem. Po godzinie zdążyłem polubić świergot ptaków na dworze. Wciąż czekałem. Wypiłem kawę i przeszedłem się po apartamencie. Wciąż czekałem. Pogrzebałem w jej starych papierach i książkach. Wciąż czekałem. Usłyszałem bardzo cichy szmer i zakradłem się do jego źródła. Nic nie widziałem, ale wszystko słyszałem. Dźwięk klawiszy w telefonie.
- Przyjadę sama. – powiedziała półszeptem M - Przekaż, że jest niewinna. Będę jej bronić. Co? Ciężko wytłumaczyć, ale coś wymyślę. Na 30000% to nie ona. Muszę kończyć.- Dźwięk rozłączenia połączenia. - Bond? Gdzie jesteś?
Szybko wszedłem do toalety i włączyłem spłuczkę. Wyszedłem i odprowadziłem M do taksówki. Patrzyłem przed siebie. W moich uszach wciąż brzmiały słowa „nie widziałeś jej”. Próbowałem wrócić do apartamentu, ale Shatle mnie nie wpuściła. Stanęła tylko koło okna i spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. Tyle jej widziałem przez najbliższe 3 dni.

%%%%%%%%%%
Yo!
Dzisiaj najkrótsze z najkrótszych... ale jakże ważne... Jakieś przypuszczenia? Co się mogło stać? Piszcie :)

 Miło widzieć aktora bardzo przez was lubianego na teledysku muzycznym.

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

niedziela, 31 sierpnia 2014

Bal (S)

  
listopad, godzina 16:30, Londyn, Belsize Park,

      Rozejrzałem się dookoła siebie. Na przejściu dla pieszych stałem ja (James Bond (Daniel)) i jeszcze jedna kobieta, która się do mnie uśmiechała. Spojrzałem przed siebie.
- Na bal? - zapytała bardzo pogodnym głosem.
- Ja?- odpowiedziałem zdziwiony.
- Tak. Nikogo tu więcej nie widzę... poza kierowcami - dodała śmiejąc się.
- Słusznie. Idę na bal. A pani?
- Idę."Pan" tańczący?
- To zależy co ma pani na myśli...
- Czy będzie "pan" tańczył taniec powitalny.
- Tak, będę. Mój numer to 28... gdyby... to panią interesowało ... A pani?
- Hmmm....?
- Pani numer. Jaki. Oczywiście jeśli można spytać.
- A...hihi.... eeeem... tak... Będę tańczyć, nawet ten taniec początkowy. Ale...
- Ale co? - w tym momencie kobieta weszła na jezdnię. Dlaczego? Ponieważ pojawiło się zielone światło. Poszedłem tuż za nią. Kiedy ją dogoniłem zapytałem znów:
-Ale co, co?
- Ja nie znam swojego numeru.
- ...
- "Normalni" ludzie nie wiedzą. Jest pan jakimś ważnym znajomym?
- Eee...
 zaśmiała się.
- Spokojnie, lubię się droczyć.- chwilę po tych słowach sięgnęła do torebki. Wyciągnęła telefon, przeprosiła mnie i zadzwoniła na jakiś numer. Powiedziała coś na tyle cicho i niezrozumiale że wydawało mi się to trochę podejrzane. Po powiedzeniu kilku słów, rozłączyła się i schowała telefon s powrotem.
- To już tutaj. - pokazała palcem na mały budynek. Stał przed nim jeden mężczyzna.- Oki. Widzisz ten budynek tu o?
- Tak.
- To jest szatnia damska. A widzisz ten budynek tam o?
- Tak.
- To jest szatnia męska. Tuż za nimi stoi ogromna sala. Na niej będzie bal. Jakieś pytania?
- Tak. Czy tego "normalne" osoby nie powinny NIE wiedzieć? - zapytałem uśmiechając się.
- Jeżeli jesteś "normalny" to dostajesz zaproszenie i czytasz co jest na nim napisane. Tak, to wszystko właśnie z niego wiem. Ty tego nie wiedziałeś? - odpowiedziała śmiejąc się. Poklepała mnie po ręce i ruszyła w kierunku przebieralni damskiej.
- Do zobaczenia - odpowiedziałem i ruszyłem w kierunku przebieralni męskiej.
- Oby! - odpowiedziała wchodząc do budynku.

  Gdy wszedłem do przebieralni wszyscy się odwrócili i na mnie spojrzeli. Odebrałem swój numer i karteczkę przyczepiłem do kieszonki marynarki. Wszedłem na salę i podszedłem do swojego stolika. Po ok. 3 minutach podszedł do mnie kelner i powiedział: "Martini z domieszkiem wódki. Wstrząśnięte, nie mieszane dla pana". Do stolika podszedł pewien mężczyzna i dwie kobiety. Razem w czwórkę siedzieliśmy i po jakiś 15 minutach na scenę wyszedł Jared Roll. Sala była już pełna. Przy stolikach, które znajdowały się przy ścianach, siedzieli po 4, 5 i 6 osób. Organizator powiedział piękną przemowę, złożył podziękowania, po owacjach, do mikrofonu podszedł pewien mężczyzna i zaczął wyczytywać numery par. Ja spokojnie czekałem na mój. "pani o numerze 5 oraz pan o numerze 17, pani o numerze 9 oraz pan o numerze 12..." i wreszcie "pani o numerze 23 oraz pan o numerze 28". Gdy podszedłem do ustawiającej się kolumny zobaczyłem ją. Tą samą piękna kobietę,  którą spotkałem wcześniej, tą która w tym momencie miała na sobie cudowną suknię, tą która najpewniej ustawiła to że jestem z nią w parze, tą która najprawdopodobniej będzie chciała mnie zabić i tą która najprawdopodobniej jest tą złą. Pan Roll klasnął w ręce, sala zamilkła a orkiestra zaczęła grać. 15 par zaczęło tańczyć.
- Dzień dobry. Cóż za niespodzianka - powiedziała wciąż tańcząc, a robiła to tak pięknie, że miałem wrażenie jakby ta piosenka została stworzona dla niej. Była dużo lepsza ode mnie. - Tak w ogóle, jak panu na imię?
- Nazywam się Bond, James Bond.- po tych słowach jakby się zdziwiła, jakby pobladła. Przez całą piosenkę nie dowiedziałem się jak jej na imię. Zwracała mi uwagę na różne osoby. Na koniec piosenki dodała coś w stylu "plotkara ze mnie". Wszyscy zaklaskali, przeszczęśliwy pan Roll po tańcu wszedł znowu na scenę i podszedł do mikrofonu.
- Dziękuję wszystkim za...- w tym momencie usłyszałem kilka strzałów, zobaczyłem padającego na ziemię, zakrwawionego i martwego Jareda Rolla.

   Od razu spojrzałem na moją towarzyszkę i ku mojemu zdziwieniu okazało się że to nie ona go zabiła. W jednym momencie wszyscy (ona też) na tej sali odwrócili się w moim kierunku,wyciągnęli broń i celowali we mnie.
- Dzień Dobry panie Bond - odezwał się za mną żeński głos - proszę puścić broń, Will i John złapcie naszego gościa. - w tym momencie złapało mnie 2 silnych mężczyzn, nawet szarpiąc się nie dałbym rady uciec. Przywiązano mnie do krzesła. Wszyscy odsunęli się pod ściany a na środku został Will, John i 3 kobiety. - Czy wygodnie panu? Może coś do picia, coś do jedzenia?
- Nie trzeba - odpowiedziałem skrępowany - ale liny trochę ciasno - dodałem sztucznie  uśmiechając się.
- Oooo... Wil zajmij się linami, a... skoro nasz gość taki skromny... Sue przynieś panu drinka.
 W tym momencie podszedł do mnie facet i zawiązał mi jeszcze ciaśniej liny, Sue okazała się być moją towarzyszką. Przyniosła mi drinka i postawiła €z koło mnie.
- Oj, na śmierć o tym zapomniałam. Ja pana znam ale pan mnie chyba nie... Nazywam się Melissa Flores, od 2 lat choruję na raka i od 2 lat mam postanowienie że spełnię sobie jeszcze wszystkie swoje marzenia.
- Naprawdę? - zapytał John lekko oburzony.
- Nie idioto! ... - krzyknęła po czym próbowała odetchnąć i się uspokoić - przepraszam...
- No to jak to było w końcu? - zapytał John.
- Było tak że się kurde nudziłam i stwierdziłam że politycy nas okłamują i nas okradają! Więc postanowiłam zabić i najlepiej okraść jednego w najlepszych przyjaciół pewnego ministra. Kurde zobaczyłam was i was zatrudniłam. Wszyscy będziemy bogaci a kilka osób sobie zginie! KONIEC! TERAZ, delta 1 zniszczyć mi tą ścianę, delta 2 otworzyć mi ten cholerny sejf, a pan, panie Bond wie pan już za dużo, so...- była bardzo zdenerwowana, krzyczała. Ludzie spod ścian podbiegli do jednej ściany i wwiercili się na głębokość 20 centymetrów do ogromnego,czarnego i pancernego sejfu. Na sali zapadła cisza. Jeden mężczyzna zaczął otwierać sejf. - podajcie mi nóż!- krzyknęła stojąc do mnie twarzą a wystawiając rękę do tyłu. W tym momencie zobaczyłem jak ktoś wbija nóż w rękę Melissy, jęcząc z bólu odwróciła się i zobaczyła Sue puszczającą do niej oczko. Wszystkim szczęki opadły. Sue ukłoniła się, powiedziała "autografy później" , wyciągnęła karabiny i zaczęła strzelać do innych ludzi. Odpięła sobie dół sukni pod którą miała krótkie spodnie. Walczyła jak jakiś samuraj, używała noży jak przedłużenia swojej ręki. Ściągnęła perukę pod którą okazał sę jej prawdziwy kolor. Białe i krótkie włosy z długim białym warkoczem. Asasyn lub kimkolwiek ona była, Ona sama na 80 ludzi a co dziwne, to oni nie dawali sobie z nią rady. Zabiła 30-tu, ogłuszyła 30-tu, 20-tu samo uciekło. Odwróciła się w moją stronę.
- Co,
ja? Sama mam się z nimi bawić? No choć pomożesz mi - to mówiąc strzeliła w supeł który sam się rozwiązał i wycelowała w moje kajdanki...
  Do sali wbiegła spora grupa antyterrorystów. Lekko opancerzeni agenci FBI, CIA, zwykła policja, CSI i kilku innych ludzi. Dwóch z bazukami wybiegło przed ala szereg i strzeliło z nich do Sue. Dziewczyna padła na ziemię poobklejana dziwną przeźroczystą mazią.
<<><<
Jedyne co słyszałam (ja czyli ta właśnie cała w mazi) to oklaski policji, emulsja zaczynała działać. Przestawałam widzieć. Nie umiałam się do końca ruszać. Co się stało? Dlaczego w trakcie misji wbili moi przełożeni? Straciłam czucie w rękach, powoli nogi też przestawały się mnie słuchać. Zrobiło mi się duszno. Wracam do słoika. Przez kolejne trzy lata mój zegar biologiczny zrobi stop. Jakieś szare coś nagle pojawiło się przy Bondzie którego już przestawałam widzieć. Trzech czarnych podbiegło do mnie... chyba to byli antyterroryści... no bo kto mógłby do mnie podbiec... wzięli mnie na nosze. Coraz mniej potrafiłam już ruszać głową. Ostatnie co "zobaczyłam" i "usłyszałam" to jakieś chyba łyse coś na wózku (?) mówiło "...stem ...sor ..arl.. Xavier..." . Obłożyli mnie większą ilością emulsji. Tyle pamiętam...
<<><<
Podbiegło trzech antyterrorystów i przełożyło ją na nosze. Podszedł Bill i mnie rozkuł.
- Jeszcze inni uciekli... - dodałem
- Wiem, już się nim zajęliśmy - odparł Bill.
- Co jej zrobiliście?
- Ona jest zła, zabiła by cię. Już nawet miała zamiar, całe szczęście weszliśmy w odpowiednim momencie. Idzie do "więzienia". Już nikomu nie będzie zagrażać.
- Chodź już- powiedziała M- mamy dużo do roboty.
- Czy mógłbym powiedzieć coś na jej temat?
- Tak... ale jak załatwimy swoje sprawy.


%%%%%%%
Od autora:
Yo! To pierwszy fragment tej dłuuuuugiej historii. Mam nadzieję że się podoba. Obiecuję dokończyć opowiadanie. Postaram się wstawiać kawałki raz na 2/3 tygodnie... jak wyjdzie? Zobaczymy :)


Zbiór ciekawostek, hasełek...
  •  YOUR FACE IS BEAR!!
  • SWAGetti YOLOneze
  • "Klapki mi zapleśniały"... "przekaż 1 % na biedne klapi"
  • Pascal mistrzem! Kiedy robił bułeczki zaczął opowiadać że są jak... takie pośladki... "tak się fajnie klepie"


Wasza Zuzu
~Audycja zawiera lokowanie produktów