#pieczarki?

007 (8) 60 sekund (1) akcja (3) Hidi (4) inne (1) James Bond (9) mamma mia (1) ncis (1) PIC (1) początki (2) pokolenia B (9) powaga i smutek (3) special (3) Takers (1) x-men (1) zmiana tematu (2) zwyczaje Shatle (3)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Bond. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Bond. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2015

Pogrzeb


listopad, godz. 11:00, Waszyngton, siedziba ncis

- A pani jest kim?
- Z obstawy. Tylko mam pilnować, żeby odebrali co swoje i przy okazji nic sobie nie zrobili.
- Rozumiem. Tu zaraz na prawo jest winda.
-Dziękujemy.
W kabinie byliśmy tylko: Sam, Donna, Shatle i ja. Milczenie zakłócały tylko ciche odgłosy windy. Wyszliśmy na główne piętro. Shatle szła raczej z przodu a ja z tyłu. Podeszła do ciemnowłosej kobiety i bruneta, którzy właśnie rozmawiali na temat podejrzanej sprawy.
- W czym mogę pomóc? – zapytała kobieta.
- Rodzina ofiar przyjechała po ciało i rzeczy prywatne…
- A pani jest..? – zapytał siwy mężczyzna siedzący przy biurku szefa.
- Obstawą. Elizabeth Sparrow, miło mi.
- Jethro Gibbs. Pan Dinozzo i McGee zaprowadzą państwa.
- Dziękujemy – odparła pogodnym głosem Shatle.
W windzie się ledwo zmieściliśmy. Agent Tony wypytywał o powód istnienia dwóch osób w obstawie. Shatle z kolei próbowała pogodnie i uprzejmie odpowiedzieć mu na pytania tak, aby się nie domyślił. Na jednym piętrze wyszła Shatle i agent McGee. My pojechaliśmy do autopsji. Tam podpisali odbiór ciała i zapakowano je do trumny. Wjechaliśmy z powrotem na górę. Czekała tam na nas Shatle, McGee i czarnowłosy punk w białym fartuchu – Abby.
- Na raz z rzeczami się nie zmieścicie. Pojedźcie lepiej na dwa razy. Ja tu zostanę z panią Elizabeth, Donną i z McGee.
Jak powiedziała tak zrobiliśmy. Wychodząc Shatle się tak przecisnęła, że udało jej się nie oddać wejściówki. Do czasu pogrzebu panowało milczenie. Kiedy rano się obudziłem nie byłem w stanie jej znaleźć. Stwierdziłem, że przygotowuje się do pogrzebu, jednak na samej uroczystości nie byłem w stanie jej znaleźć. Zaspała czy co? Gdzie się podziała? Jak mogła przegapić tak ważną rzecz jak pogrzeb jej ukochanego? A może przebrała się znowu i ja jej nie poznałem? Tylko za kogo? Przecież było ledwie 10 osób.
M zaprosiła państwo Carmichael na wino do apartamentu. Po drodze Sam opowiadał Donnie jak poznał Pierce’a. Ja w tym czasie próbowałem się dowiedzieć się gdzie jest Shatle.
-Co cię trapi, panie Bond? – zapytała podejrzliwie M.
-Nic. Zastanawiam się tylko gdzie się ona podziała…
-A gdzie miałaby się podziewać pana zdaniem?
-Na pogrzebie.
-Jest pan z nią tak długo a tylu rzeczy pan o niej jeszcze nie wie. Ona nie chodzi na pogrzeby. Nie uznaje ich albo jak sama to nazywa „nie wierzy” w nie. Nie ważne czyj. Nie idzie i koniec. Tak już ma.

<<>>> 
(M)
Kiedy weszliśmy do środka zobaczyłam to światło. Czym prędzej tam pobiegłam. Shatle zmieniała odzienie.
-Shatle - powiedziałam szybko i cicho – już są. Wyłącz to.
-Ale co? – zapytała nie rozumiejąc o czym do niej mówię, lecz kiedy wskazałam palcem wszystko zrozumiała. – zajmij ich czymś. – rzuciła pośpiesznie.
<<>>> 
(James)
Wszedłem do salonu. W tle bardzo cicho leciała telewizja, na stoliczku leżały kieliszki do wina i czerwone wino. Po Shatle ani śladu. Kiedy zacząłem rozlewać trunek, zza drzwi sypialnych wyszła bardzo powolnym tempem Shatle. Miała na sobie długą czarną suknie, czarną tasiemkę przewiązaną przez głowę i krwisto czerwoną różę w ręku. Podeszła bez słowa do blatu i nalała wody do dzbana. Postawiła go przy oknie i włożyła do niego różę. Spojrzała na nią smutnym wzrokiem. Przyszła do nas i przywitała się z wszystkimi.
-Opowiadaj - powiedziała z przejęciem – co u ciebie?
-Dobrze, dziękuję. Coraz więcej klientów na wyspie. Już coraz więcej rzeczy wyremontowanych…
-Sky nam założył stronę internetową i mamy klientów z całego świata. – dodała Donna z przejęciem.
-A u Sophie? Jak tam jej „zwiedzanie świata”?
-Nawet, nawet… wysyła nam pocztówki z różnych miejsc. Umówiłyśmy się, że spotkamy się dzisiaj i wrócimy na wyspę razem. Potem ponoć znowu będzie chciała wyjechać, ale to wiesz… jeszcze może zmienić zdanie – podsumowała Donna śmiejąc się. – A u ciebie mała?
-czekaj… jak to się mówi? A tak… chujowo, ale stabilnie. Bywało gorzej. Z tego co wiem – spojrzała na M – mam jeszcze dwa dni urlopu. Potem wracam do roboty. Więc… na spokojnie.
-Shatle! – wydała odgłos Hidi – telewizor!
Wszyscy pośpiesznie spojrzeli. Hidi pogłośniła. Shatle zatkała usta ręką a mnie i M zatkało.
- Witamy, witamy i o nic nie pytamy. – powiedział mocno zniekształcony męski głos – Domyślam się, że poznajecie? Tak to my. Przez was mylnie nazywani „Wilkami”. - M wyciągnęła telefon i szybko zaczęła dzwonić. – Sami siebie nazywany „doggsami” – Shatle podwinęła nogi i wydała jęk (chyba) przerażenia. – Ci gangsterzy, mordercy i bla, bla, bla…
Przybyliśmy tu dzisiaj z pokojowymi zamiarami. Nie chcemy nikogo zbijać. Nieeee… to już… no tak… znudziło nam się. Przyznajemy się do tego otwarcie. I chcieliśmy w sumie tylko przyjść to ogłosić. Więc ten… no… - M próbowała przekrzyczeć telewizor „Nie Shatle jest przy mnie. Czy naprawdę są w agencji CIA?!” – ogłaszamy swoją upadłość. Żadnych ataków więcej. Możecie spokojnie spać. A! I na koniec! Wybacz nam mała. Nie jesteśmy wieczni.
Komunikat się urwał i w telewizji dalej leciały jakieś głupstwa. Shatle wstała i wybiegła do sypialni. M dalej nerwowo rozmawiała przez telefon, po czym przerwała.
- Pilnuj jej. A państwa niestety muszę wyprosić. Sprawy się…
- Komplikują. Rozumiemy. Proszę tylko ją pozdrowić. Nie będziemy przeszkadzać. -spojrzał na mnie wyrozumiałym wzrokiem. - teraz to tylko PICi pomogą.

%%%%%%%%%%
Yo!
Libster... wow
#przerażenie
to ten
yyyyy... mam coś odpowiedzieć coś
no to ok...


1. Co robisz w wolnym czasie?
Zazwyczaj takiego nie posiadam, ale jeżeli się już zdarzy (co graniczy z cudem) oddaję się moim pasjom / piszę kolejne rozdziały.
2. Jak wymyślasz swoje postacie?
One same się tworzą. To jest takie bzzt, klik, czy coś... nie wiem. Wymyślając historie improwizuję. Jeżeli potrzebuję w tym momencie jakiejś postaci do trzymania kleju to takową wymyślam. Trudniej jest jeżeli pytasz o ważniejsze postacie. Pokroju Shatle lub Mia (być może do niej kiedyś dotrę...). Shatle powstała  ... sama. I nie potrafię tego pokrótce wytłumaczyć. Mia również... 
3. Ulubiona potrawa?
Gołąbki lub spagetti. 

4. Gdybyś była drzewem, to jakim?
Wierzbą płaczącą (nie przez nazwę... ale przez kształt i jak bardzo na samą myśl o niej wprawiam się w moją prawie nie ustającą melancholię).

5. Czego nienawidzisz i dlaczego?
 Natłoku roboty i kiedy ktoś patrzy mi na ręce. Mam tak dużo pasji, że gdybym miała całą dobę dla siebie, że i tak by mi czasu zabrakło. Natłok roboty mi to tym bardziej utrudnia.

6. Ile wynosi pierwiastek z kaczki?
Pomidor? 

7. Dlaczego Ala ma kota?
Bo Sierotka ma Rysia! Co za oczywiste pytania!
8. Czy zamierzasz kiedyś przestać pisać?
 Całkiem niedawno bym się nad tym zastanawiała, ale kiedy wszyscy dookoła ci mówią, że są postępy... nie masz ochoty przestawać <3

9. Gdybyś mogła być niewidzialna przez jeden dzień, co byś zrobiła?
Wypiłabym hektolitry herbaty. Zeżarłabym tony herbatników. Zaszyłabym się w cichym miejscu z dala od ludzi odpoczęła od tego świata.
10. Kibicujesz jakiejś drużynie?
PICi foreva (spojler alert)
11. Ulubiona książka?
"Dziewiąty mag" od Alice Reystone albo coś co czytam od dawna w kółko i w kółko czyli BANG "Sztuka reżyserii filmowej" od yyyy...(podam jak znajdę)

Dziękuję za Libstera Milce i nominuję ... (werble) Świat poza światem !

A pytania brzmią:

1. Czym karmicie wasze OC, żeby dały wam spokój?
2. Ile czasu spędzacie na wymyślanie tych (genialnych) opowiadań?
3. Czym jeszcze zajmujecie się po za pisaniem?
4. Co pijecie do śniadania/kolacji?
5. Poranny ptaszek czy nocny marek?
6. Ulubiony gatunek filmowy?
7. Ulubiona piosenka/coś co często nucicie?
8. Miejsce w które kiedyś chcielibyście się wybrać?
9. Ile waszych prawdziwych zdarzeń  ma swoje odzwierciedlenie w opowiadaniach?
10. Gdyby można było mieć super moce, jaką byście chcieli mieć i dlaczego?
11. Pesymista/realista/psychicznie chory optymista?

Jeszcze raz dziękuję i jeeeeeej
<3
Tyle szczęścia <3
~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

niedziela, 26 lipca 2015

Pokolenia B (S)

Listopad, godzina 5:00, Oxford, apartament Ellen

Obudził mnie SMS. Ściągnąłem z siebie smukłe udo i wstałem. Ubrałem się, poprawiłem fryzurę i zapiąłem swój zegarek. Wychodząc, zostałem namiętnie pocałowany przez Ellen. Wszedłem do auta i czym prędzej ruszyłem na Leftwood. Na dworze było coraz jaśniej. Niebo przykrywała gruba warstwa deszczowych chmur. Nie dzwoniłem na domofon, tylko od razu wbiegłem do środka. Miałem się spotkać z Shatle, aby porozmawiać. Prywatnie. Bez żadnego chowania się i innych podsłuchów. Bez M. Dotknąłem klamki, która zeskanowała moją dłoń i drzwi się otworzyły. Pokój Shatle był zamknięty, a wszystkie pozostałe otwarte. Miałem wrażenie, jakby gościnny się pomniejszył, ale mogło to być spowodowane tym, że nie było mnie tu od dawna. Z tego co pamiętałem to nigdy się nie zamykała. Nawet na noc. Hidi za nic nie chciała mnie wpuścić. Już chciałem się zamachnąć kiedy usłyszałem ruch za drzwiami. Wycofałem się do sypialni, w której zwykle spałem. Shatle weszła do łazienki. Miałem czas się rozejrzeć. Pokój Shatle był faktycznie większy. Zamiast małego pojedynczego łóżka było teraz duże podwójne. Nie przyglądnąłem się dokładniej ponieważ tuż koło mnie leżał stos teczek z napisem „CSI do spalenia” wymieszanych z czarnymi teczkami „CSI bardzo tajne”. Usiadłem i otworzyłem pierwszą teczkę.

AKT ZGONU
Shatle Piria
Wiek: 20 lat
Pochodzenie: Polska
Stan cywilny: panna
Wzrost: 185cm
Przyczyna śmierci: rak płuc

Z każdą kolejną kartką coraz mniej zaczynałem rozumieć.

AKT ZGONU
Pierce Bartender
Wiek: 3 lata
Pochodzenie: Szkocja
Stan cywilny: kawaler
Wzrost: 96m
Przyczyna śmierci: zagłodzenie przez handlarzy dziećmi

W drugiej teczce znalazłem szczegółowy opis na czym polega dokładnie rola 004 oraz 007. Z tego co zdążyłem przeczytać, każdy agent musi zmienić swoje imię, nazwisko oraz wizerunek. W przypadku 004 było to bardzo obojętne, w przeciwieństwie do 007 u którego było konkretnie powiedziane, że ma to być James Bond. Zaraz za tym były kartki ze zmianą danych personalnych. Shatle Piria zmieniła na Shatle Piria a Pierce Bartender na James Bond.
To znaczyło, że nie jestem pierwszy. tłumaczyło, dlaczego Shatle tak a nie inaczej zareagowała kiedy dowiedziała się, że tamtego już nie ma. Dalej były wzajemne oceny pracowników: „niezwykle sprawny” oraz „giętka”. Zdjęcia z misji na których idealnie współpracowali, uzupełniali się… Kochali się. To pewne. Ale czy coś więcej… Zauważyłem jeszcze teczkę bardzo podobną do tej, którą paliła Shatle w siedzibie. „Rana kłuta pleców w okolicach mostka” zaznaczone flamastrem na kartce słowa rzuciły mi się w oczy.
- Teraz już wiesz.- powiedziała poważna, stojąca tuż za mną Shatle.
- Nie do końca jestem pewny co dokładnie. Nie jestem pierwszym 007?
- Szóstym.
- A ty znałaś…?
- Z tobą? Trzech.- w tym momencie usiadła na łóżku.
- W jaki sposób się zmieniali?
- Śmierć to za nich robiła.
- Ile znałaś tego… ostatniego?
- Pierce’a? Za długo. Ile ty zdążyłeś się o nim dowiedzieć?
- Według dokumentów został porwany i tam zmarł. Potem w wieku 20 lat dołączył do CSI. Co przez ten czas robił nie wiem. Pracował jako 007 pod nazwiskiem Bond i chyba się z tobą zaprzyjaźnił.
- Dobrze wiesz, że było znacznie więcej. – to mówiąc pierwszy raz tego dnia się do mnie uśmiechnęła.
- Kochałaś go.
- Więcej…
- Kochałaś się z nim.
- Teczka prywatna M. Tuż za tobą. Biała.
Odwróciłem się i wziąłem ów teczkę do ręki.
- Otwórz.-powiedziała zachęcająco.
W środku zobaczyłem małą, białą, ozdobną kartkę. Widniał na niej finezyjny, złoty napis „Zaproszenie na ślub”. Zatkało mnie. Spojrzałem na datę. Osiem lat temu.
- By-byłaś jego żoną?
- Nie. Nic więcej nie wiesz?
- Tylko tyle.
- Poznałam go w strip klubie. Ja byłam tam zwykłą kelnerką a on prawie zwykłym klientem. Ponieważ już kiedyś pracowałam w CSI zauważyłam, że coś się święci. Obserwował trzech typków z mafii. Zrozumiałam, że jest on po tej „dobrej” stronie. Ostrzegłam go, że przed nimi i kiedy zobaczyłam, że nie odpuszcza dałam mu rady jak ich podejść i nie ucierpieć przy okazji. Tydzień później wychodząc z pracy zobaczyłam go pod drzwiami. Podziękował mi za rady i zaczął się wypytywać o to dokładnie kim jestem. Rozmowa zakończyła się w łóżku. Nie dałam powiedzieć o sobie za dużo póki on nie powiedział mi co nie co o sobie. Przez przypadek dowiedział się za dużo.
- O?
- o tych… no… Wilkach. Mógł wrócić do Londynu, do M i jej wszystko wygadać. A wiesz co zrobił?
- Kochał się z tobą dalej?
- T-teeeż… wrócił do Londynu i słuch po nim zaginął. Idziesz się przejść?- to mówiąc wstała i zaczęła się ubierać.
Lekka mżawka powoli ustawała. Teraz było tylko szaro i ponuro. Szła sobie bardzo powolnym tempem przed siebie. Po chwili nie wytrzymałem i zapytałem:
- Byłaś jego żoną czy nie?
- Nie. Daj mi kontynuować. W ciągu dnia tańczyłam, gotowałam i byłam najzwyklejszą panią domu, w nocy byłam najzwyklejszą kelnerką w strip klubie, kolejnego dnia napadałam na bank. Pewnego razu zasłabłam. Nikt z wilków nie zauważył i najnormalniej w świecie uciekli, myśląc, że ja robię dokładnie to samo. Kiedy znalazła mnie policja, było już za późno. Według naszej zasady po takiej sytuacji kontakt miał się urwać. I tak się również stało. Kiedy obudziłam się skrępowana w siedzibie CIA zrozumiałam, że to koniec z wilkami. Policja zaczęła mnie torturować i przesłuchiwać. Jak już pewnie zdążyłeś zauważyć nie za dużo ze mnie wyciągnęli. Żeby nie powiedzieć, że nic. Wsadzali mnie do więzienia. Tu uwaga, spoiler, z każdego uciekałam. Raz będąc na wolności spacerowałam sobie po górach. Wpadłam do jaskini. Ugrzęzła mi noga w czymś. Napierdalała mnie masakrycznie. Automatycznie schyliłam się i złapałam się za kostkę. W tym momencie zaczęły mnie dłonie i kolano napierdalać. Nie, nie… może złego słowa użyłam… nakurwiać… o tak… tego szukałam. Padłam z bólu. Tyle pamiętam gór. Sekundę po tym kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam, że jestem w CIA. Pod prysznicem. Przeszłam masę długich, nudnych i męczących badań. Wpadłam. Mieli na mnie broń. Okazało się, że nie było mnie cały, okrągły rok. CIA miało na mnie broń, którą była zwykła przeźroczysta maź, emulsja. Jak się później okazało działa tylko na mnie. Zabrali tony tego ścierwa z góry i zapakowali mnie do słoika takiego jak zdążyłeś już wcześniej zauważyć. Potem jakiś dureń stwierdził, że jak mnie uwolni to będę jego złotą rybką i spełnię jego życzenia. Pierdoła nie miała pojęcia, że mnie to nakurwia więc jak pomyślał, tak zrobił. W nagrodę go zabiłam. I uciekłam. Miałam zamiar unikać gór i cieszyć się wolnością. Ułożyć sobie życie… cokolwiek. Niestety. Miałam pecha. Tego samego dnia co mnie uwolnił, zaginęła Tajna agentka 004. Moja następczyni. Diana Stone. Oczywiście debile stwierdzili, że to ja ją porwałam. – po tych słowach usiadła na całkowicie mokrej ławce. I ja się dosiadłem.- W hinduskich wierzeniach, po śmierci, jest tak, że na ile jesteś bogaty na tyle długo palą twoje ciało. Potem wrzucają je do rzeki z masą rożnych wieńców. Płynęłam sobie spokojnie łódeczką i na rzece zauważyłam lekko przyrumienione ciało Diany. Porobiłam w cholerę zdjęć i upewniłam się, że nikt nigdy więcej jej nie zobaczy. Wróciłam do Domu i zaczęło się robienie peruk, masek, historii... Chciałam wrócić. Móc normalnie jeść, pić, żyć. Dowiedziałam się, czym dokładnie się zajmowała, co lubiła... wszystko. Pojechałam do Londynu i nagle agentka 004 powróciła z bardzo realistycznej podróży. Takie przynajmniej starałam się na nich zrobić wrażenie (i się udało). James kiedy ją zobaczył, musiał koniecznie ją przywitać jego powitalnym obrzędem. Kiedy zaczęliśmy się rozbierać ściągnęłam maskę. Poznał mnie. Tym razem mi nie uciekł. Jeździłam z nim na każdą misję. Było wspaniale... do czasu...
Zawiał mocniejszy wiatr. Drzewa zaczęły się uginać, to w jedną to w drugą stronę. Shatle wstała i rozejrzała się dookoła siebie. Wzięła głęboki oddech. Usiadła po turecku tuż koło kałuży.
- Co się potem stało?
- Miłość rozkwitnęła. Oświadczył mi się. Zaplanowaliśmy ślub. Rozesłaliśmy zaproszenia...
- A co w tym złego?
- Zaproszenie również wysłaliśmy do EmMy, która już od jakiegoś czasu zaczęła coś podejrzewać. Dzień przed ślubem musieliśmy go odwołać z powodu niejakiej misji. On by się tak zachował, Diana i ja. Nie było w tym żadnego udawania... z naszej strony. Przed wyjazdem na misję, jak co rano zaczęliśmy się ubierać. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie antyterroryści wbiegający przez okna, drzwi i ściany. Punkt dla nich - byłam bez peruki i maski. Aby nie wkopać i jego, zaczęłam krzyczeć jak to bardzo go nienawidzę i co ja mu nie zrobię jak go zobaczę znowu. Potem był słoik. Kto znowu mnie wyciągnął? A... Jakiś nawiedzony dyrektor CIA. Stwierdził, że całkiem sprawdziłam się jako tajny agent. Jak chcę to potrafię. Napisaliśmy wspólnie umowę. Przeszłam masę długaśnych, bolesnych i nudnych operacji. Potem 6 lat za biurkiem. Pół roku misji z obstawą i moja pierwsza 100% samodzielna misja - bal. Tam Ciebie poznałam. Przedstawiłeś się. To znaczyło, że Pierce odszedł. Pytanie brzmi czy z tego świata, czy odszedł bo tak. Szukałam wszędzie. Wybierałam miejsce na mapie i starając się myśleć jak on i starałam się odgadnąć gdzie jest. Hidi mi w tym pomagała, ale bez skutków. EmMa powiedziała mi tylko gdzie się zatrzymał po odejściu, chociaż znając go to mieliśmy pewność, że nigdy więcej się tam nie pojawi. Miesiąc temu EmMa poinformowała mnie o jego śmierci. Trzy dni temu byłam poinformowana, że to było zabójstwo.
- Kto?
- Konkretnie ja... byłam podejrzana.
- To po to było to spotkanie i ukrywanie się.
- Yeap.
- Wiadomo już kto to, tak naprawdę?
- Taaak...
- Czyli?
Zadzwonił telefon. Shatle wstała i błyskawicznie odebrała telefon. Mówiła bardzo poważnym i smutnym tonem. Po chwili rozłączyła się i zaczęła iść w kierunku domu. Dogoniłem ją i powtórzyłem pytanie.
- Czyli?
- Debile z CIA napisali, że zginęłam. Byłam w słoiku i NIKT nie miał zamiaru mnie wypuszczać. Położył się na telegrafie z ów informacją i popełnił samobójstwo. Jutro lecimy do Waszyngtonu odebrać ciało a za 2 dni pogrzeb.
Godzinę później zadzwoniła Agentka M.
- Tu 007...
- Pilnuj jej jak oka w głowie. Słyszałeś historię o Romeo i Julii. Pilnuj jej bardziej niż zwykle. Ona na pewno będzie chciała się zabić. Znam ją. Nie dopuść do tego.

 %%%%%%%%%%
Yo!
Dziesiąty post na rok trwania bloga!!! <3
Z tej okazji chciałam Wam wszystkim podziękować za miłe komentarze i tak chętne czytanie...i wgl. 
KOCHAM WAS <3

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

wtorek, 23 czerwca 2015

Szlaban (S)

październik, godzina 12:00, Londyn, główna siedziba CSI

Pracowaliśmy ze sobą już prawie rok. Tajemnicza, uparta i pijana Shatle towarzyszyła mi przy każdej mojej misji. Wciąż nie dawała się dotknąć ani zajrzeć w jej przeszłość. Nici z misji o wilkach. Z kolei misja (dożywotnia) polegająca na pilnowaniu jej oraz jej zdrowia szła mi nawet, nawet... pomijając to, że była UPARTA.
     Miała to być kolejna misja. Kolejna zwykła misja. Siedzieliśmy w konferencyjnej i omawialiśmy kolejne szczegóły. Shatle jak zwykle doradzała i wyrażała głośno swoją opinię. Wszystko było jak zwykle. Kiedy nadszedł moment rozdzielania obowiązków, M nie wymieniła Shatle. Kiedy zakończyła nastała cisza.
- A Shatle? - zapytał zdziwiony Q.
- Ma szklaban. - odpowiedziała z powagą M.
- Mam co?! - krzyknęła totalnie zdziwiona Shatle.
- Szlaban. Nie słyszysz? W czasie szlabanu powinnaś pójść do laryngologa. Co do reszty już dziękuję i życzę powodzenia. Shatle zostań na chwilę.
Sala opustoszała. Zostałem tylko ja, M i Shatle.
- Czy mógłbyś wyjść? - zapytała poirytowana M, że za pierwszym razem nie zrozumiałem. - specjalne zaproszenie?
Coś było na rzeczy, więc wyszedłem, uruchomiłem podsłuch w uchu oraz schowałem się za szybą aby wszystko widzieć.
- Spoważniej. Ostrzegam: nie będziesz szczęśliwa. - po tych słowach Hidi odłączyła wszystkie podsłuchy z sali. W tym mój. M z poważną miną dalej prowadziła monolog. Shatle powoli usiadła i wlepiła wzrok w podłogę. Jej nieustanne szczęście się ulotniło. M dała jej jakąś teczkę pełną dokumentów i zdjęć. Niestety, z mojej perspektywy nie byłem w stanie zobaczyć co na nich było. Shatle położyła je na podłodze i bez wahania podpaliła. Wstała i podały sobie rękę. Shatle pośpiesznym krokiem ruszyła w kierunku drzwi. Próbowałem ją dogonić w drodze do auta, ale ani mi się to nie udało ani ona tego nie chciała. Stałem i patrzyłem na pośpiesznie odjeżdżające auto.
- Daj jej spokój na 3 tygodnie. Nie szukaj jej. To rozkaz. Zajmij się aktualną misją. - powiedziała M, która nagle pojawiła się tuż za mną. - gdyby ktoś o nią pytał mów, że usłyszała za dużo i teraz się ukrywa.
Miesiąc później dostałem zaszyfrowaną wiadomość o treści: " Little Bird 3a. Nic nie mów nic nie pytaj. Towar zawieź do Throne". Natychmiast przypomniał mi się widok odjeżdżającego samochodu. Little Bird była małą wioską składającą się z jednej ulicy i 20 domów. Każdy posiadał własny ogród, stajnię oraz kurnik. Wjeżdżało się tam przez las, który ciągnął się i ciągnął. Brak zasięgu i spora ilość pól. Zwykła szara wieś. Podjechałem pod umówiony adres. Wjechałem piaszczystym podjazdem na małe podwórko. Wszędzie rosły wijące się rośliny. Bluszcz, róże oraz lilie drzewne oplatały cały dom. Posiadłość była dosyć stara. Piękna studnia (również opleciona bluszczem) stała na środku podwórka. Wyszedłem z auta i poczułem piękny zapach. U drzwi usłyszałem dźwięk dzwonków, które powiewały na wietrze. Dom był zamknięty. Podobnie było z resztą budynków w posiadłości. W ogrodzie i na podwórku nie znalazłem niczego co mogło być ową tajemniczą przesyłką. Wróciłem do auta jeszcze raz zobaczyć treść polecenia. Usiadłem za kierownicą i  tylnim lusterku zobaczyłem milczącą i zapatrzoną w okno, Shatle. Zamknąłem drzwi i pojechałem do Throne. W drodze zmieniła peruki i wciąż nic nie mówiła.
     W apartamencie spotkałem M z małą, czarną skrzynką. Wskazała dłonią kuchnię, sugerując mi abym nie podsłuchiwał. Usiadłem… i czekałem. W całym budynku panowała cisza. Hidi zadbała aby nikt nic nie słyszał, nie widział ani tym bardziej nie wszedł. Czekałem. Po godzinie zdążyłem polubić świergot ptaków na dworze. Wciąż czekałem. Wypiłem kawę i przeszedłem się po apartamencie. Wciąż czekałem. Pogrzebałem w jej starych papierach i książkach. Wciąż czekałem. Usłyszałem bardzo cichy szmer i zakradłem się do jego źródła. Nic nie widziałem, ale wszystko słyszałem. Dźwięk klawiszy w telefonie.
- Przyjadę sama. – powiedziała półszeptem M - Przekaż, że jest niewinna. Będę jej bronić. Co? Ciężko wytłumaczyć, ale coś wymyślę. Na 30000% to nie ona. Muszę kończyć.- Dźwięk rozłączenia połączenia. - Bond? Gdzie jesteś?
Szybko wszedłem do toalety i włączyłem spłuczkę. Wyszedłem i odprowadziłem M do taksówki. Patrzyłem przed siebie. W moich uszach wciąż brzmiały słowa „nie widziałeś jej”. Próbowałem wrócić do apartamentu, ale Shatle mnie nie wpuściła. Stanęła tylko koło okna i spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. Tyle jej widziałem przez najbliższe 3 dni.

%%%%%%%%%%
Yo!
Dzisiaj najkrótsze z najkrótszych... ale jakże ważne... Jakieś przypuszczenia? Co się mogło stać? Piszcie :)

 Miło widzieć aktora bardzo przez was lubianego na teledysku muzycznym.

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

środa, 4 lutego 2015

Zwyczaje

grudzień, godzina 12:00, Londyn, główna siedziba CSI

(Lucas) Ostatnim razem kiedy oczekiwaliśmy Shatle wystawiliśmy dwie czujki, żeby nam powiedziały kiedy będzie iść. Tym razem nie czuliśmy takiej potrzeby. Domyśliliśmy się, że już doszła do siebie. Wszyscy w biurze pracowali na pełnych obrotach. Dlaczego? Jak Shatle jest w biurze (lub gdziekolwiek indziej) nikt nie jest w stanie się skupić na tym na czym powinien.

Cisza, spokój. Każdy ciężko pracował a agentka M co chwilę zaglądała ze zniecierpliwieniem (Gdzie oni są). Nagle w jednym momencie włączyła się muzyka na całą (chyba) agencję. "Taaaa.... idzie" pomyślałem i odwróciłem się w kierunku schodów. Nie minęło 5 sekund a już zobaczyłem starą, dobrą, mega szczęśliwą Shatle. Wskoczyła na najbliższe biurko i rozkręciła nam mini imprezę, którą uciszyła M wołająca Shatle i Bonda do siebie.

<<>>>

(Bond) Wciąż mnie zadziwiała. Każde zdanie o Shatle od Lucasa stawało się rzeczywistością, a po pewnym czasie nawet udręką.  Była wulgarna i szalona... jeżeli tak to można nazwać. Była w stanie u każdego poprawić humor. Krzyczała, śmiała się, rzucała w różne osoby RÓŻNYMI rzeczami... z dnia na dzień bez problemu byłem w stanie jej całe zachowanie nazwać "typowa Shatle" albo po prostu "Shatle". Po mimo jej wszech obecnego szczęścia udało mi się zauważyć kilka rzeczy nie pasujących mi do jej osoby. Aż tak dużo o psychice ludzkiej nie wiem... ale są rzeczy, które się widzi instynktownie (jak na tajnego agenta przystało). Nie chcę się za bardzo rozpisywać, więc pokolei postaram się wymienić te rzeczy:
1. Chyba najbardziej zauważalne: auto. Jest w stanie śmiać się na całą ulicę, wejść do auta i jak wciśnięcie guzika - milczy, jest spokojna i jakby smutna. Patrzy na okno pustym wzrokiem i widzę jakby obecna była tylko ciałem a myślami daleko, daleko stąd.
2. Skoro już jestem przy patrzeniu za okno... na imprezie, na Leftwood, na misji, podczas przejmowania jakiejś tajnej kryjówki, lub podczas ratowania świata (jak się to nam często zdarza...), wystarczy, że spojrzy za okno i jestem w stanie zauważyć, iż uśmiech właśnie znajdujący się na jej twarzy jest sztuczny. Inni chyba tego nie zauważają... na przykład gangsterzy.... mogli by to tak wykorzystać... nie robią tego, bo tego nie widzą.
3. Kolejne najbardziej widoczne: ktoś wspomni o "bliskich nam osobach", o "osobach na których nam zależy", o przeszłości, zwłaszcza jej... Coś się stało, dawno temu, bardzo dawno temu... chyba nikt nie wie. Jedno jest pewne - ona sama nam tego nie powie i jak będziemy o to dopytywać to szczęśliwa nie będzie. Czasami mam wrażenie jakby ta szczęśliwa, wulgarna i pijana Shatle była tylko skorupką. W środku jest smutek, być może nawet cierpienie, które za wszelką cenę próbuje się wydostać na zewnątrz.

<<>>>

(Shatle) James Bond. Nic dodać, nic ująć. Standard. Typowe. Czyni swoją powinność. Obserwuje. Nie jest nachalny, uporczywy, zbyt ciekawski... jest sobą. Dżentelmenem z manierami, który całą swoją dociekliwość próbuje schować... ale i tak mu się nie uda... DA! Jestem Shatle! Nic się przede mną nie ukryje... chociaż przyznam. Robi to na tyle wyrachowanie i delikatnie, że to nie...

...to nie boli.

<<>>>

(Q)
- Agencie 007...-zawołałem dyskretnie Jamesa, który właśnie zbliżał się w moim kierunku z Lucasem.
- Tak? - spytał.
- Zna się pan z Shatle prawda?
- Zależy o co panu chodzi?
- Pewnie zauważył pan, że jak wznosimy toast lub pijemy, za każdym razem ona trzyma kieliszek w górze dłużej niż reszta. Wie pan może z czego to wynika?
- Przyznaję, nie zauważyłem tego wcześniej...
- Pilnuj własnego nosa - dodał Lucas - dobrze ci radzę młody: nie wtrącaj się w jej życie. Nie chcesz tego. Jak byłem młody też mnie korciło, ale sama mnie potem MOCNO zniechęciła. Nie tylko mnie, ale też i innych. - po tych słowach odszedł.
James odwrócił się w stronę gabinetu agentki M gdzie właśnie przebywała z Shatle.

<<>>>

(M)
- Co o nim sądzisz? Ile już o tobie wie?
- Sama nie wiem... Może jeszcze tydzień na książkę...
- Elaborat o tobie? - zapytałam śmiejąc się.
- Tia.... - odpowiedziała również śmiejąc się.
- I wszystko wyrzuci jak dowie się ... - w tym momencie spoważniałyśmy.
- taaa... Dowie się...
- Jak poszukiwania? - zapytałam próbując zmienić temat.
- Wciąż nic. Szukałam chyba wszędzie. Odwrócił się w naszą stronę. Czyżby rozmawiali na nasz temat?
Odpowiedziałam uśmiechem.
- Dajesz EmMa! Wypijmy za nasze stare, dobre czasy!
- Jestem w pracy.
- To napij się wody. - odpowiedziała z jej szyderczym uśmiechem nienawiści.
- "Nasze dobre czasy" były takie?
- Pij nie marudź.

<<>>>

(Q)
- O widzisz? Teraz. Trzyma kieliszek dłużej....

<<>>>

(James)
4. Toast. Kolejna czynność, przy której mogę wykryć iż ma sztuczny uśmiech lub głęboko i chyba poważnie nad czymś myśli. To właśnie powoduje. że trzyma kieliszek, lub co się częściej zdarza,  butelkę w górze.
5. Jeszcze jedna melodyjka wyprowadza ją z równowagi... Uśmiech spada jej z ust automatycznie. Jeżeli podczas tej misji mieliśmy grać na czas... nie. Ona zdobędzie to co miała i zapomni o czasie, o tym, że ma jak najwięcej ludzi przeżyć i wyjdzie (jest przy tym dość okrutna). Ucieknie jak najdalej byle by tego dźwięku nie słyszeć.

%%%%%%%%%%
Yo!
Dzisiaj spóźnione o 2 miesiące, wyrwane z dupy, przemielone przez młyn 20 razy, przetrawione przez wszystkie krowie żołądki... Mam nadzieję, że wy też sobie daliście z tym radę. Ja już po krowim pogrzebie - krowa nie wytrzymała. Przepraszam z góry.... w sumie to z dołu....
Eh... brak umiejętności wysławiania się boli.
Niestety mam jeszcze jedną złą wiadomość:
 Nadchodzący i zbliżający się mysimi tip-topami post również będzie z dupy, ale mam nadzieję, że łatwiejszy do czytania. Na pocieszenie: szykuje się wielki specjal (wielkie wydarzenie) w życiu Shatle, które nam dużo o niej powie, a sam James będzie mógł swój (nienapisany) elaborat wyrzucić.... ale to wiecie.... sooooooon.... nie teraz. Jeszcze jedne wypociny.
Jedne.
Zachęcam do komentowania i zadawania pytań. To bardzo motywuje i przyśpiesza pisanie wypocin.
Nie śpię i żegnam.

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

wtorek, 11 listopada 2014

Powrót

listopad, godzina 14:30, Throne, apartament Shatle

     Z zakupionych wcześniej składników, Shatle ugotowała obiad - spaghetti.  Do posiłku: szklanka wody, kawałek bagietki i ser żółty do posypania. Kiedy spróbowałem - oniemiałem. Najlepsza potrawa jaką kiedykolwiek w całym moim życiu próbowałem. Po obiedzie pozmywała naczynia i poszła do dużego pokoju. Na stole miała rozłożoną dużą mapę świata i jakieś inne kartki. Mapa była cała pokreślona. Shatle spokojnie siedziała na krześle i coś zaznaczała.
- Co robisz? - spytałem stojąc tuż nad nią.
- Ja? ... - nastała cisza - ... nic. - odpowiedziała zamyślona, głęboko wpatrując się w mapę.
Dwugodzinną ciszę przerwała agentka M dzwoniąc na mój telefon.
- Gdzie jesteś?
- W domu Shatle.
- Dobrze. Czy Shatle słyszy naszą rozmowę?
- Nie.
- A jak daleko jest od ciebie?
- Jest blisko mnie jeżeli o to pytasz. Ale myślę że nie nic nie słyszy.
- U niej nigdy nie wiadomo... a co robi?
- Patrzy na mapę świata.
- Aha. Czyli faktycznie nic nie słyszy. Dobrze. Mam dla ciebie wieści. Jakie? Sam zadecydujesz. Dzień przed waszym powrotem z urlopu musisz się pojawić na bankiecie. Maxim Black i jego koledzy będą wśród gości. Będzie to jedyna opcja zdobycia kodu dostępu do [...]. W każdym bądź razie... idąc na bankiet, Shatle będzie musiała zostać sama w domu. Nikogo do niej nie wyślę. Twoim zadaniem będzie: po pierwsze, nic jej o tym nie mówić do momentu, godziny przed twoim wyjściem na bankiet. Drugie: wpłyń na nią jak się tylko da, tak abyśmy byli pewni, że podczas jej samodzielnego pobytu w domu, nigdzie nie ucieknie i nie zrobi niczego głupiego.
- Zrobię, co będzie trzeba.
- Dobrze. A jak twoje pozostałe misje?
- Jeżeli chodzi o "wilki" na razie nic, ale to się jeszcze zmieni.
- A jej samopoczucie?
- Myślę że dobre.

     Wciągu całego dnia raczej się nic nie działo. Shatle przy mapie, Shatle zmieniająca płytę w radiu, Shatle tańcząca w tajemniczym pokoju, Shatle przy mapie, Shatle robiąca kolacje, Shatle jedząca kolację, Shatle siedząca przy mapie, Shatle siedząca na sofie, popijająca fioletowym trunkiem, wpatrująca się w telewizor, Shatle czytająca książkę, Shatle biorąca leki, Shatle patrząca na mapę...
Ja w tym czasie sobie spokojnie czytałem „moje” dzieła, w większości melancholijne. Po jakimś czasie, odezwała się.
-Pościelę ci w gościnnym. Nie będziesz miał z tym żadnych problemów?
    -Nie....
-Ok. Jak tylko pościelę i się umyję to łazienka będzie wolna.
Skinąłem głową że rozumiem. Jak tu tego nie odebrać w ten sposób? Ona po prostu mnie kusiła. No jak tu się tu temu nie oprzeć? Kiedy wyszła z łazienki wyglądała przepięknie. Miała na sobie półprzeźroczystą białą halkę, która kończyła się w połowie jej uda. Dekolt był ozdobiony czarną koronką. Tuż pod nią znajdowała się podwójna halka, przez którą się nic nie przebijało. Shatle weszła do kuchni i nalała sobie do kieliszka białego wina. Zanim wypiła, uniosła kieliszek do góry, jakby chciała wznieść toast. Zrobiła łyk. Przyłożyła kieliszek do czoła i spojrzała za okno.

<<>>>

-Psssst... Shatle... on tu idzie.... i on chyba chce...
-Tak, wiem Hidi co on chce...- dyskretnie ze sobą szeptałyśmy.
-I co zrobisz?
-Hidi japa... on tu jest...
Do kuchni wszedł półnagi James. O kurde!! Gdybyście widziały jego klatę... cholera... sama bym przeleciała... och jak tej durnej Shatle zazdroszczę... O czymś tam porozmawiali... prawił jej pewnie komplementy...
Shatle siedziała na blacie kuchennym a James stał tuż przed nią. Po krótkiej chwili przyłożył swoją prawą rękę do jej włosów... O kurde... zaczyna się... muszę to zobaczyć... :D Poprawił jej pasemko włosów. Oooooo.... O, tak... lewa ręka Jamesa znalazła się na jej udzie. 

<<>>>

Miała delikatną, chłodną i gładką skórę. Poczułem jej zapach. Był jak lawenda i jaśmin. Zbliżała się coraz bliżej mnie. Odłożyła kieliszek i chwyciła dłonią blat. Im bliżej mnie była, tym bardziej skupiałem się na jej zapachu niż na mojej misji. "James, "wilki" pamiętaj...". Poczułem jej dłoń na mym ramieniu. Dłoń w przeciwieństwie do ud była ciepła... ale co to? .. jej uda zaczęły się robić coraz cieplejsze... zapach zaczął być coraz mocniejszy. Poczułem jej usta na na moim policzku. Zbliżały się do ucha...

<<>>>

Co do jasnej cholery ona robi?! Nie poznaję jej?!

<<>>>

Jej druga ręka znalazła się na moim drugim barku. W tle wciąż leciał utwór Adriana von Zieglera. Jej usta się otworzyły.
- Idź spać - powiedziała poirytowana. Przesunęła mnie, uzupełniła sobie kieliszek i wyszła z pokoju.

<<>>>

NO! Już myślałam że jest chora czy coś...

<<>>>


            Kolejne dni mijały spokojnie: chodziła później ode mnie spać, rano wstawała żeby pobiegać (ja z nią) (nigdzie nie mogła wychodzić beze mnie), siedziała przy mapie, słuchała muzyki, tańczyła, ćwiczyła ze mną i jej ulubionym zajęciem okazało się patrzenie za okno z kieliszkiem w ręku. Moja misja co do "wilków" nie udawała mi się. Sposób wydobywania informacji, któremu każda kobieta się poddaje i mówi wszystko jest miłość, a konkretniej sex... próbowałem 2 razy i za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Szperanie w szufladach, dokładne przeglądanie zapisków, telefonu też nic nie dawało. Nie miała tam niczego o "wilkach"... żadnych podejrzanych rzeczy. Trudno... została mi jedyna opcja: zapytać wprost. Za cztery dni mieliśmy wracać. Za trzy dni miałem iść na bankiet.
Shatle siedziała spokojnie na sofie, otulona kocem, patrzyła pustym wzrokiem w podłogę. Włączyłem dyktafon. Odsunąłem krzesło od stołu i ustawiłem je przed nią. Usiadłem na nim i zacząłem:
- Shatle?
- ... eeee.. tak?
- Mało o sobie wiemy. Skoro mamy ze sobą pracować dobrze by było wiedzieć coś o sobie.
- Mhhm... słusznie. Kto zaczyna?
- Może ty. Sam nie wiem co mógłbym ci o sobie opowiedzieć.
- Ok. Tylko nie wiem ci o mnie Lucas nagadał...
- Czekaj.. skąd wiesz..?
- Uważasz mnie za durną? To było oczywiste.
- Powiedział dużo rzeczy, z którymi się nie zgodzę - po tych słowach się uśmiechnęła - Nawet jeżeli coś mi powiedział, to i tak wolałbym twoją wersję.
- Dobrze... to zacznijmy od początku. Dawno, dawno temu za górami, za lasami... czy jakoś tak... jak już pewnie wiesz należałam do tej...
- "Wilków"?
- Kogo? - znów się uśmiechnęła - a.. tak.. "WILKÓW"... byliśmy źli i robiliśmy złe rzeczy. Pewnego dnia zemdlałam a nikt z ... "wilków" tego nie zauważył. Zostałam znaleziona przez policję. Wsadzali mnie do kicia, uciekałam, próbowali mnie zabić, nie wychodziło im... itd. Oczywiście moi przyjaciele sobie zwiali z domu a wszystkie tajne szyfry i skrytki, itp zniknęły... Raz policja złapała mnie i dała mi do wyboru. "Masz dobry talent więc byli byśmy zaszczyceni gdybyś mogła stać się jedną  nas" "Śmierć albo my". Jak myślisz co wybrałam?
- Policję?
- Ty se chyba żartujesz... Jasne że nie! Właśnie mnie uraziłeś... No na logikę... należałam do najgorszych, najtrudniejszych do znalezienia, najokrutniejszych z wszystkich grup gangsterskich. Byłam jak najbardziej przeciw policji. I ty myślisz że tak o bym sobie stchórzyła i wybrała gliny? NIE. Wybrałam śmierć. Jak w jakimś komiksie z broni wyskoczyła chorągiewka z napisem "PIF PAF", po zobaczeniu tego usłyszałam coś w stylu "Sorry nie obchodzi nas twoje zdanie i tak będziesz jedną z nas". Dopiero po tych słowach skindzioliłam. Potem znaleźli emulsję, ogarnęli że działa na mnie, tylko na mnie.
- Wybacz że przerwę, ale co czujesz podczas bycia w emulsji?
- Wchodząc w stan? ból, duszę się, jest mi zimno a za chwilę gorąco, czuję jakby mi odrywano kończyny, tracę w nich czucie, nic nie widzę, znów się duszę, czuję jakby mi się skóra kurczyła, pękała. Potem jak mrugnięcie oczu, już wychodzę ze stanu. Wszystko co czułam jakby się sprawdzało. Jestem słaba, a skóra, która mi już wcześniej pękła zaczyna krwawić. Wracając do tematu... Potem mnie wsadzali, wyciągali... nie potrafili się ogarnąć... skomplikowane, zawiłe i nieprzyjemne. Zbyt krótko się znamy abyś wszystko wiedział. Kiedyś mnie wypuścili ze słoika i zaprowadzili do pewnej sali. W środku czekał na mnie nowy dyrektor CIA. W życiu kolesia nie widziałam ale trochę mi świata umknęło przez emulsję. Napisaliśmy dłuuugi, dłuuugi kontrakt. Było tam napisane na przykład: "wykonam ileś tam set tysięcy misji", "odbędę 5 lat za biurkiem", "wczepią mi mikrofon, słuchawkę" , itd. W zamian moje winy zostaną odkupione, ja będę wolna a "wilkom" dadzą spokój. To tylko drobna część warunków. Poszłam na tą operację. Wczepili mi co mieli ale jakiś koleś, któremu kiedyś tam zamordowałam córkę zaczął się mną bawić. Sprawdzał na przykład jak się moje ciało zachowa z bąbelkiem powietrza w moim krwiobiegu, a może pozmienia mi właściwości żołądka... ta... można by wymieniać i wymieniać... dalej.... spędziłam te cholerne 5 lat za biurkiem. Potem 2 lata w terenie z ochroniarzami i innymi ścierwami... aż w końcu trafiłam na moją pierwszą misję. Pierwszą mam na myśli samodzielną i oficjalną. Poszłam sobie, odwaliłam pół roboty, spotkałam ciebie i wróciłam do słoika. Resztę historii znasz. Coś jeszcze chciałbyś wiedzieć?
- "broń 103"?
- 2 lata w terenie. Byłam ich tajną bronią. Wiedziałam wszystko.... no 99% o przestępcach, gangsterach, ich technikach oraz o sposobach zwalczania ich. Oczywiście to że byłam ich "bronią" to nie znaczy że chętnie pomagałam. 103 to po prostu kolejny numer tajnej broni. Numer 100 ma emulsja, słoik i te durne bazuki.
- To niekulturalnie, ale muszę spytać: 004? Jakie wspomnienia.
- Wspomnienia? Nieciekawe i niefajne. Na razie tylko tyle ci mogę powiedzieć. Teraz ty... A! i jeszcze jedno. Muszę cię zmartwić. Jeżeli chodzi o twoją misję co do "wilków", to niestety ale będziesz musiał przekazać EmMie, że misja zakończyła się niepowodzeniem. Ale wracając...
-Jakiej misji? - zapytałem, po czym ona się zaśmiała.
- Oj... to my się chyba nie znamy. Mnie jest ... hm... bardzo,bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo trudno okłamać . Kontynuuj.
Po tej jakże ciekawej rozmowie Shatle poszła się myć. Wszystko było jak zwykle... po za jedną rzeczą...

<<>>>

James poszedł się myć. Czy dałam mu wyraźnie znać o tym, że nie pisnę ani słowa o nich? Hmmm... No nic. Zadzwoniła EmMa.
- Shatle?
- Hai?
- Jak się czujesz? Dba on o ciebie?
- Moje samopoczucie? W miarę ok. Bywało gorzej... chociaż super świetnie nie jest. On? Ok. Tylko ma z tym mały problem.
- Jaki?
- Ktoś, nie powiem kto, kazał mu ze mnie wyciągnąć informacje na temat "wilków".
- Powiedział ci?
-Czy ty wiesz co i o kim to powiedziałaś?! James jest mądrym, porządnym i TAJNYM agentem. Nie pracuje pierwszy tydzień. Oczywiście że mi nie powiedział. Domyśliłam się. To jest typowe w twoim stylu. Cały ten urlop jest w twoim stylu. No... ale w każdym razie. Do rzeczy.
- Zadzwoniłam do ciebie aby się dowiedzieć co u ciebie. Ale... przy okazji. Jutro James przekaże ci ważną informację. Możesz teraz sprawdzić czy nie kłamię. Hidi to samo. To co on powie to będzie najszczersza prawda.
- Ok.
- Jak ze sweap night?
- Było wczoraj ale wszystko ok. James się nawet nie obudził..No nic. Muszę kończyć. James już się wymył.

 Nalałam sobie napój do kieliszka i spojrzałam za okno. James już chyba poszedł spać. Ok. Mogę zacząć...

<<>>>

            Dzisiaj nie poszedłem spać o tej godzinie co zwykle. Postanowiłem że zobaczę co ona tak długo robi. Przez godzinę wciąż świeciło się światło. Potem przeszła się po apartamencie i zaczęła gasić wszystkie światła. Weszła do mojego pokoju. Zamknąłem oczy i udawałem że śpię. Shatle uchyliła okno i stanęła tuż przed krzesłem na którym miałem powieszony garnitur. Przykucnęła i obydwiema rękami chwyciła moje ubranie. Powąchała, przytuliła, spojrzała na mnie i pod nosem powiedziała "James". Wstała i wyszła. Potem była cisza. Po 2 godzinach postanowiłem się przejść po domu. Wstałem najciszej jak się tylko dało i wyszedłem z pokoju. Korytarz był ciemny i pusty. Doszedłem do kuchni. Również była pusta, ale światło księżycowe, które wpadało do kuchni przez okno rozjaśniało pokój. Skierowałem się ku sypialni Shatle. Całe szczęście, że  w ostatnim momencie się zatrzymałem. Zobaczyłem Shatle, która siedziała na parapecie i wpatrywała się w okno. Postanowiłem nic nie mówić. Shatle przez całą noc nie spała. Jedyne co robiła to zmieniała pozycję z siedzącej na stojącą i odwrotnie. Dopiero ok. godziny 3.30 weszła do łóżka. Kolejną rzeczą, która mnie zdziwiła było to że... Shatle sama spała na dwuosobowym łóżku, ale leżała na nim jakby robiła miejsce dla kogoś... leżała z brzegu... jedyne co wykraczało poza jej połowę łózka była jej ręka. O 4.40 znów pojawił się jakiś ruch. Ręka, która leżała koło poduszki po "nie jej stronie" się zwinęła w zamkniętą pięść. Następnie dłoń się rozluźniła i zaczęła machać ręką po prześcieradle i pod kołdrą jakby czegoś szukała. Dłoń niczego nie znalazła i wróciła na swoje pierwotne miejsce. Po krótkiej chwili Shatle przytuliła się obiema rękami i jeszcze bardziej zwinęła się do pozycji embrionalnej. Oczy, na smutnej twarzy, się otworzyły. Shatle wstała i zaczęła się ubierać. Postanowiłem wrócić do swojego pokoju zanim mnie nakryje.
Czego ona szukała... kogo? Mnie? Liczyła że wejdę jej do łóżka? Nie... Przecież kiedy ja chciałem to mnie odtrącała... Nie wiem... kolejne pytanie bez odpowiedzi.

<<>>>

Wstałam jak zwykle, po zwykłej nocy i jak zwykle zaczęłam się ubierać by móc jak zwykle iść pobiegać, kiedy usłyszałam lekki i cichutki szelest w pokoju Jamesa. "Hidi?" pomyślałam "co to?" i uzyskałam odpowiedź "James. Wczoraj nie chciałaś żebym ci przeszkadzała..." (ja)"On mnie podglądał całą noc? Dopiero teraz?" (Hidi)"No... też tak uważam..." (ja)"przecież to James Bond! Co on taki mało ciekawski..."

<<>>>

Cały dzień był spokojny. Był jak zwykle. Shatle pomimo nie przespanej nocy nie wydawała się być ani trochę senna. Zbliżała się godzina bankietu. Kiedy podszedłem do Shatle ona zaczęła:
-No co mi chcesz powiedzieć?
- Ja?
- Tak ty. Masz mi coś od EmMy przekazać.
- Skąd ty to wiesz?
- To że o dziwo ona z tobą nie rozmawia, to nie znaczy, że ja nie mogę...
- Aha. Za godzinę muszę wyjść na bankiet. Będziesz musiała zostać tu sama...
- Kto do mnie przyjedzie?
- Nikt...
- Sorry, ale nie wierzę.
- Czemu? Przecież nie pierwszy raz zostaniesz sama. Na Leftwood...
- Na Leftwood Street miałam 2 ochroniarzy. Tak, tego dnia co po mnie przyjechałeś też miałam. So... kto do mnie przyjdzie?
- Nikt.
Uśmiechnęła się.
- Ok. Ustalmy że ci wierzę... no i?
- I tyle. Chciałbym cię jeszcze prosić abyś nigdzie stąd nie wychodziła.
- Ok. Idź się ubierać a ja w tym czasie muszę sobie poważnie porozmawiać z EmMą...

<<>>>

- Co do jasnej cholery ma to znaczyć?!
- Witaj Shatle? Co u ciebie? - powiedziała spokojnie M.
- Co to ma być?!
- Spokojnie. Jak już ci wczoraj mówiłam to prawda. Nikogo nie będzie. Możesz mnie sprawdzić czy nie kłamię. Będziesz sama. Dlatego błagam cię nigdzie nie wychodź i nie rób nic głupiego...
Pi-pi-pi-pi... rozłączyłam się, wciąż nie dowierzając co się dzisiaj stanie...

<<>>>

Tuż przed wyjściem ustawiłem kamerę na drzwi wyjściowe i wszystkie okna. Teraz już miałem pewność że nigdzie nie ucieknie.

[...]

Od razu po misji wróciłem do apartamentu. Pobity i dosyć zakrwawiony wszedłem do przedpokoju... a co to? Zamiast spokojnej i lekkiej muzyczki usłyszałem to, a Shatle nigdzie nie było. Zanim zdążyłem wejść do jej pokoju, złapały mnie za koszulę 2 silne ręce i wciągnęły do kuchni. Popchnęły mnie na krzesło. Tuż koło mnie, na stole, zobaczyłem przewrócony kieliszek, butelkę wina, krew i nóż wbity bardzo głęboko w stół. Zdziwiony i przerażony odwróciłem głowę w kierunku ów silnych rąk. Oniemiałem...
- Siedź i się nie ruszaj... - powiedziała Shatle w bardzo ubogim stroju. Jedyną osobą w tym pomieszczeniu (po za mną) była ona.
- Co tu się stało?
- Tu? A co się miało stać?
- ...
- Buy the way... poznaj Hidi.
W tym momencie stało się coś niezwykłego. Ściana podzieliła się na równe kwadraty, które zaczynały się obracać. Wcześniej kremowa farba, była teraz kawałkiem metalu. Ściana zaczynała być pokryta coraz bardziej metalem. Ze zmechanizowanej ściany, wysunął się robot o kształcie ręki.
- Witaj James. -wydobył się dźwięk z małych głośniczków - Miło że wreszcie zostaliśmy sobie przedstawieni. Mów mi Hidi. 
- Kto to?
- Hidi - powiedziała jakby pijana Shatle - robot.
- Wy, zwykłe i proste człowieki mówicie jeszcze na to "sztuczna inteligencja".. ale ja sztuczna nie jestem...
- Hidi daj mi zimny nóż.
W tym momencie jeden metalowy kwadrat wysunął się. Okazał się być szufladą. Shatle wyciągnęła z niej nóż i podeszła o mnie. Stojąc tuż przede mną, przyłożyła mi nóż do mojej rany na czole. Nóż miał chyba -50stopni Celsjusza.
- Ciiii... wiem że boli... nie narzekaj marudo... - mówiła lekko śmiejąc się z tego co mówi. Zaszyła mi rany i bardzo profesjonalnie mnie opatrzyła.

   Wyszedłem na misję. Na kilka godzin. Kiedy wróciłem wszystko się zmieniło. Większość rzeczy, o których mi Lucas opowiadał, zaczęło się sprawdzać. Była jakby szczęśliwa, jakby pijana... Miała bardzo dużą gestykulację. Jak wcześniej mówiła wszystko z ponurą i lekceważącą ironią, teraz wydawała się być szalona, szczęśliwa, wulgarna... nie wiem jak to nazwać... Spokojne utwory (jazz, symfonie, itp) zamieniły się na rap, pop, techno, dubstep i inne tego typu piosenki. Pastelowe sweterki, seksowne sukienki i cieniutkie apaszki zamieniły się na bardzo seksowne i ubogie ubrania - krótkie jeansy i baardzo króciutka bluzeczka.

   Shatle mi wytłumaczyła czym dokładnie jest Hidi i np. opowiedziała mi o tym iż Hidi jest włączona bez przerwy i to że jest wszędzie: w kuchni, sypialni, na korytarzu, ale też w łazience i toalecie. Hidi jest wyposażona w narzędzia tortur, kamery, czytniki, noktowizory i wiele, wiele, wiele innych. To kiedy się myłem, Hidi widziała. Jak się jeszcze potem dowiedziałem to nagrywała. Jest na Leftwood Street i we wszystkich jej domach (oczywiście to zmusiło mnie do zadania pytania "A ile tych domów jest?" i na odpowiedź dostałem "dużo") i w wielu, wielu innych miejscach. Dowiedziałem się jeszcze że Hidi jest w sumie bardzo dużym i ogromnym wirusem. Nie ma miejsca,  jakiego nie była by w stanie zhakować.
Do końca urlopu Shatle zachowywała się tak jak ją zastałem - była pijana i wulgarna.

<<>>>

Powrócili z urlopu, a razem z nimi stara, moja ukochana Shatle.

%%%%%%%%%%
Yo!
Z dużym opóźnieniem, ale jest. Wiem że długi, ale wcześniej sobie obiecałam że cały urlop zmieszczę w dwóch postach... to przez przypadek poprzedni był krótki :P
Mam nadzieję że się miło czytało. Zachęcam do komentowania i zadawania pytań. To bardzo motywuje :)
Nie śpię i żegnam.

~CiaoOOOoOOOOOOOoo <3
Wasza Zuzu
~ Audycja zawiera lokowanie produktów

wtorek, 14 października 2014

Urlop

listopad, godzina 5:00, Londyn, dom Jamesa Bonda

     Wstałem wcześnie rano aby zdążyć podjechać pod Shatle. Na Leftwood Street było pusto i cicho. Małe osiedle (jak na Londyn) jeszcze spało.
Spojrzałem na kartkę i podszedłem do odpowiedniej klatki. Wcisnąłem numer i od razu drzwi się otworzyły. Winda była stara, zardzewiała i skrzypiąca. Wysiadłem z niej na 8 piętrze. Podszedłem do odpowiednich drzwi i zapukałem. Cisza. Zadzwoniłem dzwonkiem. Cisza. "Śpi? Ale mówiłem, że będę bardzo wcześnie rano..."
- Bu. - tuż za mną szepnęła Shatle.
- Co ty tu robisz?
- Hmmm... pomyślmy... mieszkam?
- Ale tu?
- Biegałam - wyciągnęła dwa małe klucze i podeszła do drzwi - co ty tu tak wcześnie?
- Mówiłem.
- Ale nie wiedziałam że tak wcześnie wstajesz... no nic. - byliśmy jeż w środku - usiądź sobie a ja się pójdę przebrać. - to mówiąc wskazała krzesło w kuchni.

<<>>>

Hidi... powiedz mi, jak tu będzie szedł.

<<>>>

Po pięciu minutach przyszła ubrana, pachnąca i spakowa
na. Usiadła na blacie kuchennym i zaczęła przypinać sobie wsuwkami warkocz do głowy. Otworzyła szafkę, z której wyciągnęła zakurzone pudło. Nożem rozcięła starą taśmę. Ze środka wyciągnęła perukę - długie, kręcone, blond. Założyła na siebie. Oniemiałem. Widziałem wiele szpiegowskich gadżetów ale tak realistycznej peruki - nigdy. Spojrzała mi prosto w oczy.
- James... James... - uśmiechnęła się i kwiwnęła głową - James Bond...
- Tak?
- Co? Eeeee.... to nie do ciebie... przepraszam... myślałam na głos.. Wstawaj. Jedziemy.

   Cisza. To, to co słyszałem przez kolejne 3 godziny. Nie wiem jak to działa. Kim ona jest? Czasami kiedy koło niej siedzę lub na nią patrzę, czuję jakby smutek... tęsknotę... szarą aurę...
- Jesteśmy na miejscu.
- O. To ty coś mówisz.
- Haha - powiedziała ironicznie - Kilka zasad. Najpierw dwie. Pierwsza : na imę mam Marta. Jeżeli mnie nazwiesz inaczej (a zwłaszcza "Shatle") to cie zamorduję tymi rękami. Druga : Jeżeli mówię, np. nie dotykaj tego - to tego nie dotykasz. - spojrzała na mnie. Otworzyłem usta aby coś powiedzieć ale ona przyłożyła mi palec do ust. - ciiiiii - zbliżyła się do mnie. Poczułem jej brodę na moim ramieniu... <klank> otworzyły się drzwi. - Wychodzisz czy nie?!
Kolejne małe osiedle. Las z prawej, bagna z lewej. Zrobiłem wdech i poczułem znajomy zapach... przypominał mi coś... coś smutnego... tylko co?
- Marta? To naprawdę ty?! - powiedziała starsza pani, która właśnie do nas podeszła.
- Laura! Kopę lat! Ile my się nie widziałyśmy?!
- Nie pamiętam... Co u ciebie?
- Dobrze. A u ciebie? Ile to już masz wnucząt? Co u Matta?
- Dziękuję, świetnie. 9. Matt rozwiódł się wczoraj z tą... wstrętną... idiotką... Ja nie wiem... jak on w ogóle mógł się z nią zadawać... ja mówiłam... nieee... ona jest zła... nic ci dobrego nie da...
- Laura?
- A przepraszam, zamyśliłam się. Na czym to ja? Aha! U mnie dobrze.
Wyszedłem zza auta z walizkami i zobaczyłem uroczą staruszkę plotkującą z Shatle.
- UUUUUUU... A co to za ciacho?! Marta?! To twoje?!
- On? Nie! On jest tylko moim znajomym.
- "Znajomym"... - uśmiechnęła się - wszyscy wiemy co miałaś na myśli... "znajomy"... - w jednej chwili uśmiech zszedł jej z twarzy -czekaj!... A co się stało z...
W tym momencie Shatle jej przerwała. Zabrała swoją walizkę i pognała do przodu z Laurą. Zawołała mnie i wyciągnęła klucze. Kiedy podszedłem do nich rozmawiały o Macie (kimkolwiek on jest).
- Dobrze, muszę zmykać - powiedziała Laura - trzymaj się. A ty - spojrzała w moim kierunku i puściła mi oczko - jak będziesz wolny to daj mi znać... będę czekać. - odwróciła się i poszła.
- Kim ona była?
- Sąsiadką. Mieszka tu odkąd pamiętam. Jak jej syn, Matt, był młody i sprowadzał dupy do domu, to przekonywałam się jak bardzo cienkie mamy ściany... albo to oni byli głośno...
- Czemu tak sądzisz?
- Za ścianą mojej sypialni jest jego...

Apartament był w miarę duży. Jedna duża kuchnia, jeden duży pokój,  dwie sypialnie (jedna z podwójnym łóżkiem), duża łazienka, mała toaleta, mały gabinet, mały balkon i duży, pusty, bardzo mocno oświetlony pokój. Poszedłem się wykąpać a Shatle w tym czasie... hmmm... co ona w tym czasie...? Kiedy wyszedłem z łazienki usłyszałem cichutką spokojną piosenkę. Poszedłem w jej kierunku i trafiłem do tajemniczego jasnego pokoju. Lekko wychyliłem głowę zza drzwi i zobaczyłem.. tańczącą Shatle. Poruszała się z takim spokojem, melancholią... odniosłem wrażenie że ona nie tańczyła, tylko czarowała: mnie i całe otoczenie dookoła. Czułem się taki uspokojony... taki wyluzowany... było mi tak dobrze... w pewnym momencie piosenka się uciszyła a Shatle odwróciła się w moim kierunku i do mnie podeszła.
- Trzeba iść zrobić zakupy.
Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Wciąż ogarniał mnie ten spokój. Byłem myślami w innym świecie. Doszedłem do siebie, kiedy Shatle wylała na mnie szklankę wody krzycząc "Halo?! Jest tam kto?" . Wytarłem twarz.
- Tak jestem.
- Idziemy na zakupy. Pozwolisz że od początku podyktuję ci zasady poruszania się po osiedlu, i sklepach. Po pierwsze: masz NIE zachowywać się podejrzanie. Dwa: Jak tylko podasz twoje prawdziwe nazwisko i imię to cię zamorduję. Trzy: jesteś sympatycznym mężczyzną, który jest poetą. Piszesz powieści. Zanim wyjdziemy poczytaj coś o twoich dziełach... leżą w pokoju obok na górnej półce. Cztery: to wynika też trochę z pierwszej, jak się ktoś ciebie o coś pyta to odpowiadasz. Pięć : uśmiechasz się do ludzi. Sześć: poznaliśmy się na koncercie Briana Craina. Siedem: nie podpadnij Harrisowi. Najlepiej by było gdybyś się z nim zaprzyjaźnił. Osiem: nie pyskuj. Dziewięć : udawaj mojego przydupasa... no wiesz takiego leciutkiego. Dziesięć: Uważaj na Laurę. Ma swoje 80- kilka lat, ale to nie zmienia faktu że ładne dupy to ona lubi. Już cię taką mianowała więc uważaj. - podeszła do szafki i wyciągnęła z niej wodę. - Idź czytać. Za pół godziny chciałabym już wyjść.

           Na półce znalazłem stertę teczek. W środku pierwszej znalazłem 100 stron jakiegoś opowiadania o wichrowym wzgórzu. W drugiej 60 stron o wietrze. "Wiatr jest wszędzie. Tak jak powietrze. Jest wszędzie. Widzi wszystko. Słyszy wszystko. Towarzyszy nam podczas każdego wdechu i wydechu. Był przy starcie Apollo, był przy naszych narodzinach, jest podczas każdej 6 w szkole, przy każdym chorym, smutnym dziecku, jest podczas każdego pocałunku, podczas każdej szczęśliwej i smutnej chwili, podczas każdej łzy... Wiatr wie wszystko... Gdyby tylko potrafił mówić powiedział by nam tak wiele. Mógłby nas tyle nauczyć... Niestety. Jedyne co nam daje to szelest liści... myślicie że to zwykły szelest? Ja to odbieram jako dźwięk, jako fragment piosenki. Kilka drzew i mamy całą symfonię. Symfonię wiatru. Melodię opowiadającą o kolorze włosów Platona, o każdej nucie zapisanej przez Mozarta...". Nie wiedziałem co myśleć..
Podczas zakupów spotkałem wiele sympatycznych osób. Sam Harris okazała się być bardzo sympatyczny. Kiedy wracaliśmy z powrotem, szliśmy długą aleją dębów. W końcu nie wytrzymałem i zapytałem:
- Skąd wzięłaś ten tekst o wietrze?
- O wietrze?
- Ten co miałem przeczytać, o tym że wiatr jest wszędzie...
- A! Ten... Emmm... A co?
- Zastanawiam się. Ciekawy był.
Uśmiechnęła się.
- To miło. Ten tekst pochodzi stąd. - to mówiąc pokazała palcem swoje serce.


%%%%%%%%%%
Yo!
Ponieważ kilka osób mi narzekało że za długie opowiadania piszę to niestety musiałam zakończyć w tym miejscu. Przy następnym opowiadaniu dodam obrazki. Aktualnie nie mam warunków do zeskanowania... więc... do następnego <3
Piosenka na dziś to "Anything You can do I can do dumber"



P.S.
Tak samo jak na "nie śpię" mile widziane są komentarze :D

Wasza Zuzu
~Audycja zwiera lokowanie produktów

wtorek, 7 października 2014

Poznaj

listopad, godzina 16:00, Londyn, siedziba główna CSI (czyli nowe MI6)

  Wszedłem do sali gdzie już na mnie czekał Lucas, M i Shatle. Zostałem podpięty do aparatury i wszedłem na bieżnię. Młody pomocnik Lucasa chciał założyć aparaturę na Shatle ale ona i M w tym samym momencie, stanowczo, powiedziały "nie". Bez żadnego problemu biegała na wyższych obrotach niż ja, przy brzuszkach podobnie... cokolwiek nie robiłem, albo była szybsza albo silniejsza. Przy strzelnicy podszedł do niej Q i podał jej Berettę (pistolet), lecz Shatle obrzydzona spojrzała w stronę M, która kiwnęła głową. Szczęśliwa Shatle kazała się odsunąć wszystkimi z bronią palną. Wyciągnęła z kieszeni swój sztylet i bez zamachu, bez żadnego wysiłku, bez zmęczenia, w ciągu 1 setnej sekundy trafiła idealnie w środek manekina. Gdyby tylko tyle. Przebiła manekina na wylot. Kobieta asasyn. W całym swoim życiu spotykałem wiele silnych kobiet, ale Shatle jest... poza konkurencją. Po jej pokazie władania nożem (a właściwie nożami) uważnie obserwowała jak ja sobie radzę. Wychodząc z sali Shatle puściła do mnie oczko i szepnęła "praworęczny". Nie przystąpiła do testów psychologicznych. Sam do nich podszedłem. 2 godziny później przyszły wyniki. 
- Lepsze niż pół roku temu. - powiedziała M - ale to nie zmienia faktu że wciąż są kiepskie. Kiedy pojedziecie na urlop, Shatle proszę cię, poćwicz z Jamesem.
- A co mamy poćwiczyć?
- Sprawność fizyczną Jamesa. Jest dobra ale możesz sprawić aby była lepsza. Agent Q chciał się koniecznie z tobą widzieć.
Shatle skinęła głową i wyszła. Kiedy drzwi się zamknęły M nacisnęła guzik i przez mikrofon powiedziała "Q, idzie do ciebie Shatle. Zajmij ją czymś". Puściła guzik.
- Masz jakieś konkretne plany co będziesz robił podczas urlopu?
- Nie - odpowiedziałem.
- To dobrze. Jak już wspomniałam: Shatle jedzie na urlop. TY będziesz wciąż w pracy. Z góry cię uprzedzam iż będą to aż 3 misje. Pierwsza, Wydobyć z niej jak najwięcej wiadomości o "wilkach", ale tak by była tego nie świadoma, lub nie zrozumiała o co chodzi. Druga, chroń ją. Opiekuj się nią. Jeżeli coś się stanie, połóż ją na łóżku, zadzwoń do mnie. Trzecie, [...]

<<>>>
- Pssst... Lucas! - starałem się go zawołać - Shatle tu idzie. Czym mam ją zająć?
- Idzie tu? Ty masz ją czymś zająć? Powodzenia. - odwrócił się i poszedł dalej.
- Lucas! Ratuj!!
- Jak ci mam pomóc? Śpieszy mi się.. 
Wszyscy na sali odwrócili się do swoich komputerów i udawali że są czymś bardzo zajęci. Shatle właśnie zeszła po schodach i szła w moim kierunku. "Tworzysz cacka a z nią nie potrafisz sobie poradzić? Myśl, młody, myśl..."
- Komputer włączony? - zapytała.
- T-tak, a co?
- Wpisz te dane - podała mi karteczkę.
- E32455GYh3ss1W? Co to i po co ci to?
- Coś ty taki ciekawski? Wpisuj nie marudź.
Po wpisaniu danych wyskoczyły cyfry - od 1 do 97.
- 30 - powiedziała wpatrując się z zaciekawieniem w ekran.
- Ale...
- Klikaj!
Pusty ekran.
- Znajdź telefon, który odbiera / odbierał w tamtej okolicy.
- 30-30-30-30
- Ok. Wyłącz to. 
- Ale...?
- Bo ja wyłączę.- to mówiąc podeszła do kontaktu.
- Nieee!! Ja wyłączę! 
Zapadła cisza. Siedziała koło mnie i patrzyła na monitor. Była bardzo zadumana, myślała nad czymś i to bardzo mocno. Zastanawiałem się, co powiedzieć. Po pięciu minutach totalnej ciszy, spojrzała na mnie.
- Umiesz się bić? 
- Co to za pytanie? - zapytałem baardzo zdziwiony. 
- Nie umiesz. A wiesz że powinieneś.
- Że niby ty chcesz mnie uczyć? ... Zresztą po co?
- Eh... Dobra. Może zacznę od tego... Wiesz co było najważniejszą rzeczą w apteczce podczas II wojny światowej?
- Bandaż?...
- Nie. Pistolet. Najczęściej rewolwer. Dobra. Drugie pytanie. Dlaczego?
- Nie wiem...
- Zasada RWD. Co to znaczy?
- Nie wiem.
- Ratuj Własną Dupę. Lepszy jest jeden ratownik i jeden poszkodowany niż dwóch poszkodowanych. Idąc ty tokiem myślenia. Jesteś do dupy hakerem jeśli nie potrafisz się bronić. Czwarte pytanie. Wiesz dlaczego to robię?
- Bo się nudzisz?
- Nie. Bo znając EmMę i tak da mi takie zadanie. Wszyscy przejdziecie treningi. Ja sobie od razu wybrałam ciebie. Wiesz dlaczego?
- Nie wiem - odpowiedziałem kompletnie załamany.
- Bo jesteś moim ulubieńcem - puściła oczko i odeszła od biórka.
- A ty gdzie? Na papieroska?
- Nie. Na wódę. 

<<>>>
 Wyszedłem z gabinetu M i poszedłem w kierunku toalet. Stara rana zaczęła mnie boleć. "Pół roku, i wciąż boli? Bez przesady..." . Rozejrzałem się czy nikogo nie ma. Ściągnąłem koszulę i spojrzałem na ramię... tuż za mną otworzyły się drzwi. W środku kabiny siedziała Shatle z laptopem na kolanach. Siedziała sobie spokojnie po turecku.  Jedną ręką opróżniała piersiówkę, a drugą pisała coś bardzo szybko na klawiaturze.
- Boli? - zapytała jakby nigdy nic.
- Co?
- Nie wydurniaj się... ramię.
- Nie...
- Nie kłam dobrze widziałam. Chodź tu. 
Zdziwiony wszedłem do jej kabiny.

<<>>>
   Odłożyłam laptopa i pustą piersiówkę na kiblu. Lewą rękę dałam mu z tyłu na łopatce, a prawą z przodu na ramieniu. 
- Na trzy - powiedziałam. - Raz...- po czym bardzo szybko docisnęłam prawą rękę do lewej. <chrup>
- Dwa i trzy. Liczenie takie trudne?
- Boli czy nie?
- ... - zamilknął. Patrzył mi prosto w oczy.
- Masz ze zniżką dla pracownika miesiąca. Polecam się na przyszłość czy coś..
- Dziękuję... - dodała zdziwiony.
- Stare rany lubią dawać o sobie znać. - odwróciłam się aby usiąść na klopie, kiedy poczułam jego wzrok na mojej dupie. " no nie... Nazwisko zobowiązuje..." "i się zaczyna. Liczymy czas od teraz do kiedy będzie próbował mnie przelecieć".
- Wiesz że to jest męski? - zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Wiem. Masz jakiś z tym problem? 
"enter"  i zadanie wykonane. Pusto i czysto żadnych śladów po włamaniu ... oj biedna policja. Tak im się nieładnie włamałam. ... Niech cierpią... Diabełek ze mnie.

%%%%%%%%%%
Od autora:
Yo! Przepraszam. Nie mam czasu tutaj pisać. Jak napiszę, to napiszę na "nie śpię". Dobranoc. A! Zapomniałam! ... -_- ... Ja NIE ŚPIĘ

Audycja zawiera lokowanie produktów
~CiaooOoOOoOoOOoOo
Wasza Zuzu

sobota, 13 września 2014

Broń 103

listopad, godzina 19:00, Londyn, siedziba główna CSI (czyli nowe MI6)
   Byłem już w gabinecie M. Przeszedłem kontrolę czystości. Czekałem na wyniki.
- Cały zdrowy, żadnych pluskw, nie zahipnotyzowany. Nic ci nie zrobiła. - powiedział Lucas.
- Aż to do niej nie podobne... - odparła M - ... no nic, dziękuję Lucas. Prześlij mi potem dokładne wyniki badań.
Lucas kiwnął głową i wyszedł
- Jak się czujesz?
- Dobrze, ale wciąż nie mogę zrozumieć, co ona takiego zrobiła że wymagało to tyle policji...
- Bond, skończ już. Dobrze zrobiłam że po nią wezwałam ich wszystkich. Wsadziłam ją do więzienia... całe szczęście. Dobrze, teraz wracajmy do roboty.
- Ale M...
- Koniec. Robota czeka. Nie mamy czasu na głupstwa. - nacisnęła guzik - Q, podejdź do mojego gabinetu.
Po jakimś czasie przyszedł Q. Zaczęliśmy rozmawiać o kolejnych etapach tej misji. Skończyliśmy nad ranem. Pojechałem do domu. Trudno mi było zasnąć. Nie potrafiłem przestać myśleć o tym co zaszło tego dnia. Widziałem jej twarz. Ją leżącą tuż przy moich nogach... Tego samego dnia ok. godziny 12 w południe spotkałem się z M w jej domu. Tym razem miałem zamiar to powiedzieć...
- Ile razy mówiłam ci żebyśmy do tego nie wracali..
- M, ona nie chciała mnie zabić. - starałem się ją przekrzyczeć. - Ona próbowała mnie uwolnić - po tych słowach zamilkła - Byłem związany linami i zakuty. Za pierwszym razem strzeliła w węzeł, za drugim chciała w kajdanki. Ona pokonała tamtych, chciała żebym ja się zajął razem z nią tą resztą, która uciekła.- M osłupiała. Milczała przez najbliższe 5 minut. Po tym czasie zadzwoniła do kogoś i wyszła. W połowie rozmowy wróciła s powrotem do mnie i zapytała "czy jesteś pewien?". Odpowiedziałem że "tak". Znowu wyszła. Po 10 minutach wróciła i właśnie wybierała numer do jej przydupasa.


- Jedziemy, zbieraj się.- kiedy tylko wszedłem do auta M zaczęła: - od początku... Ma na imię Shatle. Jakiś czas temu była najbardziej poszukiwaną osobą na całym świecie.
- Dlaczego? - zapytałem.
- Ponieważ była gangster-ką najtrudniejszą do złapania. Jest bardzo dobrze wytrenowana. W pewnym momencie kiedy się odłączyła od swojej grupki, łapaliśmy ją i wsadzaliśmy do więzienia. ...    Z każdego uciekała - dodała po krótkiej przerwie.- naprawdę, każdego. Należała do "wilków". Wiesz kim są?
- Coś słyszałem... chwila... "są" a nie "byli"?
- Nie. Oni wciąż są. Napadają na bank w czarnych strojach, zabierają wszystkie pieniądze i zostawiają 2 zł. Następnie, nie wiadomo jak,  rozsadzają wszystkich ludzi od środka. Wszystkich w banku, wszystkich w okolicy.  A teraz praktyczne informacje. Ona dużo nacierpiała się w całym swoim istnieniu. Więc proszę cię, kiedy będzie smutna, nie reaguj, nie pocieszaj jej, zostaw ją w spokoju. Bądź przy niej, ale nie reaguj. Ona tak ma. Po drugie. Często robi jej się słabo, czasami wymiotuje krwią, pije dużo różnych dziwnych trunków.
 Dojechaliśmy na miejsce - agencję CIA. Weszliśmy do środka. M zaprowadziła mnie do piwnicy, do jakiegoś tunelu. Szczerze, nie miałem pojęcia o tej części budynku... Szliśmy białym korytarzem, bardzo mocno oświetlonym. Po bramce, która wykrywała broń, jeden w białym fartuchu mnie zapytał "Pierwszy raz?", skinąłem głową. Uśmiechnął się i powiedział "to się możesz trochę zdziwić". Weszliśmy do w pół szklanego korytarza, który znajdował się koło ogromnej sali. Na środku niej znajdowała się wielka szklana, pionowa rura wypełniona przeźroczystą mazią. W środku znajdowała się ona - piękna Sue, Shatle, czy jakkolwiek się nazywała.
- Nie zatrzymuj się, chodź dalej - powiedziała M. - Ponieważ uciekała z każdego więzienia byliśmy bezbronni. Pewnego dnia znaleziono ją zatopioną w tej mazi. Wyciągnęliśmy ją z tego i okazało się że żyje. Czymkolwiek jest ta maź, jako jedyna potrafi ją zatrzymać. Jak dokładnie działa, nie wiemy. Jedyne co wiemy to to, że zatrzymuje jej zegar biologiczny. Ona czuje jakby weszła i wyszła, a naprawdę minęło 10 lat.

    Za drzwiami był kolejny korytarz, krótszy tym razem. Pod ścianą znajdowały się dwa stare krzesełka: jedno zniszczone, drugie podziurawione - zostań tu. Poczekasz na nią.
Sama poszła dalej. Postanowiłem poczekać na stojąco. Korytarz taki jak poprzednie - biały bardzo mocno oświetlony, przede mną szklane pancerne drzwi. Za nimi szare pomieszczenie z kratkami na podłodze. Po 15 minutach na taśmie (takiej jak w centrach handlowych, tylko dużo większej) wyjechała skulona, lekko zakrwawiona Shatle. Z trudem wstała. Próbowała chodzić, chwiała się. Po jakimś czasie to przeszło. Podeszła do ściany i wyciągnęła z niej 3 noże, które sobie potem włożyła do kieszeni. Porozciągała się, zrobiła kilka bardzo mocnych wykopów. Do mojego korytarza weszła M. Shatle (wciąż za szklanymi drzwiami) ustawiła się idealnie na wprost mnie. Z głośników żeński głos zaczął dokładnie mówić dzisiejszą datę i godzinę...
-Jeden dzień?! - krzyknęła - Jeden? Wy se jaja robicie?! Mnie osobiście to nie śmieszy.- po tych słowach otworzyły się drzwi, M podeszła do Shatle - Ty?! Chyba japier...
- Witaj Shatle. - powiedział M.
- Co chcesz? - odparła z niechęcią.
- My nie żartujemy. To prawdziwa data. James powiedział prawdę...
- Gratuluję. To kiedy mnie wsadzicie z powrotem?
- Nie wsadzimy. Wracasz do roboty. CIA stwierdziło że znam cię lepiej niż oni, więc będziesz pracować u mnie na tych samych warunkach.
- Aha. Czyli kiedy mnie wsadzicie?
- Shatle - mówiła stanowczo - Zabieraj rzeczy, jedziesz z nami.
- A co jeśli...
- Chodź już! - krzyknęła - w bagażniku mam twoją piersiówkę... pełną.
- OK! Idę.
W windzie nikt nie pisnął słowem. W drodze do samochodu też. Dopiero przydupas M zaczął gadać, ale M go uciszyła. Jechaliśmy do nowego MI6. Za kierownicą był przydupas, koło niego M, za nią Shatle a obok niej ja. Całą drogę (Shatle) patrzyła przez okno. Dało się od niej czuć... jakby smutek, tęsknotę...

   Zaraz po wejściu do budynku, starsi pracownicy zaczynali się śmiać pod nosem i krzyczeć coś w stylu "Broń 103 wróciła" , "Broni 103, co tak długo" "Broń 103!" "tęskniliśmy". Weszliśmy od razu do gabinetu M. Shatle spokojnie usiadła na krześle zakładając nogę na nogę.
- Zaczynajmy. Dostałam kilka rozkazów z góry w stylu instrukcji obsługi ciebie, ale ja cię znam lepiej i wiem że lepiej działasz bardziej z wolną ręką. Szukałam dla ciebie posady i ... niestety... znalazłam tylko jedna... nie będziesz z niej zadowolona...
- Do rzeczy M - odparła moja towarzysza.
- 004.
Zaśmiała się na cały pokój.
- Ja pier**le... Teraz to sobie dopiero jaja robicie.
- Nie. Tak będzie i kropka. Tu masz dokumenty. Nie musieliśmy ich nawet zmieniać. Chyba że trzeba...?
- Nie. Dawaj.
- Popracujesz tydzień w budynku, potem dam ci urlop 2 tygodniowy na który pojedziesz z 007.
- Czym się zajmuje 004? - zapytałem.
- Pomaga w każdej misji agentowi 007 - mówiła Shatle - ale to nie znaczy że jestem na każde zawołanie...
- Aż tak za mną nie przepadasz, że tak się cieszysz z tej posady?
- Nazwijmy to... złe wspomnienia... - po tych słowach, spojrzała na M i szeptem dodała "a propos", po czym M mnie wyprosiła.

<<>>>
James lekko zdziwiony wyszedł z gabinetu. Ostatnie co zobaczył przez szklane drzwi to mnie otwierającą moją piersiówkę.
- Jak się czujesz? - spytała M.
Spojrzałam na nią wzrokiem mówiącym "are you kidding me?"
-A jak myślisz? - zapytałam podirytowana.
-No tak.... ale wiesz, kultura wymaga zapytać...
- Po za tym że się trochę zdziwiłam spotykając nowego Bonda.... - po tych słowach zaczęłyśmy konwersację właściwą. - więc? Co się z nim stało?
- Odszedł na emeryturę. Wiem że za wszelką cenę będziesz chciała go znaleźć, ale pomóc ci za bardzo nie mogę. Jedyne co wiem, to to gdzie zatrzymał się na noc od razu po odejściu.
- To mi za dużo nie da.... znasz go... wiesz że to ostatnie miejsce, w którym by się pojawił.... - westchnęłam i chwilę siedziałyśmy w ciszy, którą przerwał James pukający do drzwi. M kiwnęła że może wejść.

<<>>>
Wyszedłem z gabinetu i cała sala się na mnie patrzyła a Lucas podbiegł do mnie.
- Co ona tu robi?
- Będzie tu pracować.
- Znowu? Fajnie, stęskniłem się...
Zeszliśmy na dół.
- Lucas? - zapytałem.
- Tak?
- Co o niej wiesz?
- Ho, ho... ciężko jest wiedzieć o niej wiele ponieważ: a) mało o sobie mówi, i bardzo niechętnie, b) jest dosyć tajemnicza, c) M nie pozwala wypytywać... ponoć wtedy nie potrafi pracować... to jej chyba jedyny słaby punkt. Co ci mogę o niej powiedzieć...? Jest silna, mądra, sprytna, arogancka, wyluzowana, mało oficjalna żeby nie powiedzieć że w ogóle, okrutna, niezbyt cierpliwa, czasami można by ją nazwać zbuntowaną nastolatką. Nie musi pić żeby zachowywać się jak pijana... przy okazji.. jest nałogową pijaczką, genialną haker-ką i aktorką. Zna się bardzo na medycynie, muzyce, torturach, psychice ludzkiej, geografii, wierzeniach różnych plemion i wielu, wielu innych rzeczach. Może potem ci poopowiadam więcej, ale teraz idź po Nią na badania, Shatle też możesz zabrać.
Wróciłem na górę, zapukałem do drzwi i wszedłem.
- Nie chciałbym przerywać, ale muszę powtórzyć testy sprawnościowe..i.... chciałem zapytać czy droga koleżanka nie chciała by mi potowarzyszyć?
- Z chęcią. EmMa pójdziesz z nami?
- Beze mnie nie mogą się odbywać... a zwłaszcza przy.. tobie, Shatle.


%%%%%%%%%%
Od autora:
Yo!  Wciąż nie wieżę że to robię... jak mi się udało to zrobić punktualnie? Nie mam bladego pojęcia! No nic... wierzę w siebie i oby tak dalej. Wczoraj udało mi się awansować co oznacza że będę mieć jeszcze więcej roboty i będę jeszcze bardziej zajęta... no cóż.... cieszę się z awansu i spróbuję połączyć wszystko z punktualnym pisaniem opowiadań.... liczę że mi wyjdzie. Ten fragment pisałam łącznie jakieś ....hmmm... 9/10/11 godzin? To dużo gorszy wynik niż poprzedni... (poprzedni wynosił 4/5/6 godzin)... ale wiecie, wakacje się skończyły ... więcej papierów do uzupełniania, więcej zarywanych nocy.... Nic. Mam nadzieję że moje błędy logiczne, stylistyczne, ortograficzne, interpunkcyjne i inne was nie załamują (aż tak) i chociaż troszkę się wam opowiadanie podoba. Miłego dzionka i niech skarpetki dobrze służą.


Zbiór ciekawostek i hasełek:
- nowe trampki i awans... czego chcieć więcej?
- piosenka na dziś
-"no i Sam przyszedł sam do Shatle bo coś się działo z Dean'em"
- koteciek....
-"Eren zjedz snickersa bo zaczynasz gwiazdorzyć"
- odp. do pytania 1: CZASU!!
- "My anaconda don't"


Wasza Zuzu
~Audycja zawiera lokowanie produktów